Graviola czy rzeczywiście leczy raka?

Wciąż zbyt mało ludzi wie, jak żyć zdrowo. Nie pomagają nam w tym ogromny stres, zanieczyszczenie środowiska, choroby cywilizacyjne czy reklamy „cudownych” leków. Źródło wartościowej wiedzy na ten temat Marek Witkowski zgłębiał… w dorzeczu Amazonki. Poznał metody, jakimi leczą miejscowi szamani i rośliny, które mogą służyć naszemu zdrowiu. Wśród nich jest graviola, przez wielu uważana za antidotum na raka.

Z wykształcenia jest pan biochemikiem więc zainteresowanie związkami roślinnymi wydaje się naturalne. A skąd tak wielka pasja do farmakognozji i medycyny naturalnej uprawianej w Ameryce Południowej?

Nasze życie jest jedną wielką przygodą. Byłem już po studiach i pracowałem w Klinice Endokrynologii. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że będę miał żonę Peruwiankę i mówił biegle po hiszpańsku, to uznałbym go za wariata. Doris, moja kochana żona, przyjechała na studia do Polski, a ja udzielałem jej korepetycji z matematyki. Nic nie wiedziała na temat całek potrójnych po zastosowaniu twierdzenia Stokesa.

Tak się zaczęło. A potem Peru stało się dla mnie drugim domem. Moje dzieci mają podwójne obywatelstwo. A ja skorzystałem z rewelacyjnej okazji poznania tamtej kultury. Szukałem złota na wyżynie Nazca (z dobrym skutkiem), poznałem curanderos, czyli ludowych uzdrowicieli, z Puerto Maldonado i z Iquitos. Wszystko nabrało tempa, gdy dowiedziałem się o chorobie nowotworowej mojej koleżanki. Miała raka wątroby z metastazą. Teraz jest już zdrowa. To takie klocki Lego – biochemia, pedagogika, Peru, hiszpański, Amazonia, szamani, rak, zioła. Wystarczy poskładać. 

Po wielu podróżach w dorzecze Amazonki zgłębił pan już tajemnicę, jak żyć zdrowo?

Trudno odpowiedzieć na pytanie, jak żyć zdrowo, gdy się jest permanentnie zdenerwowanym, narażonym na mnóstwo groźnych chorób i funkcjonując w skażonym otoczeniu. Nie pomaga również fakt, że zewsząd atakowani jesteśmy reklamami specyfików bądź terapii, które powstały jedynie z chęci zysku, a przy tym niejednokrotnie się wykluczającymi. Człowiek nie wie komu wierzyć, a komu nie. Wielu tzw. samozwańczych guru działa z pobudek typowo finansowych. Inni zwykle z niewiedzy zachęcają nas do rzeczy całkowicie sprzecznych z logiką i wiedzą naukową. W Ameryce Południowej, w rejonach porośniętych tropikalnym lasem poprzecinanym wodami Amazonki i jej dopływów, takie dylematy jeszcze nie występują. Ludzie mieszkający na tamtych terenach są według mnie bardzo naturalni, mają ogromną wiedzę medyczną przekazywaną im z pokolenia na pokolenie przez szamanów i curanderos. I są jej świadomi.

Człowiek światowy, z wykształceniem chemicznym, uczył się od szamanów i uzdrowicieli z Peru? 

Na początku byłem nastawiony trochę sceptycznie. Z jednej strony ja, z wyższym wykształceniem chemicznym, a po drugiej stronie on, Indianin, który pewnie nigdy nie był dalej niż 100 kilometrów od swojego domu. Fenomen tych ludzi zrozumiałem dopiero po wielu latach. Oni naprawdę żyją w symbiozie z naturą. A przy tym szamani nie tyle leczą skutki, ale przede wszystkim niwelują przyczyny choroby. Pojąłem, że nie ma sprzeczności między zawansowaną wiedzą medyczną a działaniami szamanów. Są natomiast różnice w metodzie i formie podania leku. Szaman nie ma pojęcia o związkach chemicznych zawartych w roślinach, ich wzorach strukturalnych ani o skomplikowanych funkcjach receptorów. On wie tylko jedno – to działa!

Dam wam bardzo przekonujący przykład. Do leczenia nowotworów lekarze stosują paklitaksel, czyli lek otrzymywany z cisu. Szamani zalecają natomiast jedzenie liści flaszowca miękkociernistego, znanego również pod nazwą graviola. Szamani nie mają pojęcia, że w liściach tej rośliny znajdują się acetogeniny annonaceowe wykazujące silne działanie cytostatyczne (zabijające komórki nowotworowe). Oni wiedzą tylko jedno – to działa!

Być może po tym, co pan powiedział, podniosą się głosy, że ci znachorzy mogą przynieść więcej szkód niż pożytku i chory tylko straci czas. 

Tak, to prawda. Ale jeśli chory nie ma alternatywy, bo w jego otoczeniu brakuje lekarzy albo nie ma pieniędzy? A tak właśnie jest w Peru. Co wówczas ma zrobić? Przedstawiciele firm farmaceutycznych ustawiają się w kolejce do szamanów z puszczy amazońskiej, błagając o receptury ziołowe. Oni wiedzą, jak przerobić je na pieniądze. Po ekstrakcji i obróbce substancji biologicznie czynnych, zioło zamienia się w wyspecjalizowany lek, który jest niedostępny dla biednych ludzi ze względu na wysoką cenę. A przecież w wielu przypadkach jest to to samo, co znachor polecił brać, np. trzy razy dziennie przed jedzeniem. Gdzie są różnice z punktu widzenia chorego? Nie ma. Chory chce tylko być zdrowy.

Jak słyszę lekarza, że po kilku miesiącach zalecanej przez niego kuracji trzeba zmienić leki, bo te dotychczas stosowane nic nie dały, to się głęboko zastanawiam. Czyżby on też, mając za sobą lata nauki, nie był pewny swoich umiejętności?

Zdaję sobie sprawę z tego, że każdy „klan” broni dostępu do swoich rynków zbytu. Taka jest nasza rzeczywistość. Ale nie była ona znana dawnym szamanom, którzy nie mieli pojęcia o przysiędze Hipokratesa. Wychodzi więc na to, że liczą się tylko pieniądze, a nie człowiek. Przecież w wielu przypadkach rozbudowany system zależności biurokratyczno-finansowych może spowodować więcej szkód w zdrowiu chorego, niż znachor podający (nie zawsze czystą ręką) torebkę z ziołami. Czy to czasami nie od takich jak on uczył się Hipokrates? 

Jedną z roślin, jaką wykorzystują uzdrowiciele z Peru, jest słynna już graviola . W sieciach społecznościowych została uznana za cudowny środek, który leczy raka. Czy tak jest? Zna pan badania, które to potwierdzają?

Uznałbym za nadużycie stwierdzenie, że graviola leczy raka. My, w IncaPharma traktujemy produkty z gravioli jako rewelacyjne suplementy diety, ze względu na zawartość szerokiej gamy mikroelementów i związków biologicznie czynnych, które wspomagają funkcjonowanie naszego organizmu. Ktoś więc może zapytać, co z tym rakiem? I tu należy się wyjaśnienie. Otóż jakiś czas temu w gravioli (Annona muricata) wykryto i zbadano pod kątem budowy chemicznej szereg związków, które nazwano acetogeniny annonaceowe. W trakcie badań nad ich potencjalnym wykorzystaniem jako substancji biologicznie czynnych, okazało się, iż doprowadzają do apoptozy (obumarcia) komórek nowotworowych. Po tym odkryciu badania nad acetogeninami ruszyły w wielu kierunkach. Wyselekcjonowano i nazwano poszczególne acetogeniny, przeprowadzono analizy in vitro na wielu liniach komórek nowotworowych.

Wykonano również doświadczenia in vivo na zwierzętach laboratoryjnych. Poznano mechanizm działania acetogenin, który polega (w dużym skrócie) na blokowaniu reakcji ATP (trójfosforan adenozyny). Ale nie znam ani jednej publikacji stricte naukowej, dotyczącej badań klinicznych nad leczeniem chorób nowotworowych z wykorzystaniem acetogenin. Oficjalnie nieznana jest zatem dawka i optymalna forma podania acetogenin, przy której można byłoby mówić o leczniczych właściwościach. A to zależy od wielu czynników. Mamy wiec szeroką wiedzę na temat acetogenin. Traktujemy ich działanie jako wartość dodaną przy stosowaniu naszych ziół jako suplementów diety.

Warto zaznaczyć, iż acetogeniny w dużej ilości i stężeniu są zawarte w liściach i nasionach gravioli. W owocach jest ich mało, a w soku praktycznie ich nie ma, bo acetogeniny nie rozpuszczają się w wodzie. Więc co z tym rakiem? – po raz kolejny może paść to pytanie. Nie znamy na nie odpowiedzi… Wiemy natomiast, że acetogeniny skutecznie niszczą komórki nowotworowe.

Czy są jakieś skutki uboczne stosowania tego specyfiku?

Naprawdę niewiele jest badań na temat gravioli. Prowadził je m.in. José Luis Méndez Cruz, który jest doktorantem nauk ścisłych, specjalizującym się w farmakologii medycznej i molekularnej. Obecnie uczestniczy w różnych projektach badawczych z zakresu farmakologii w medycynie molekularnej Akademickiego Zakładu Lekarskiego Autonomicznego Uniwersytetu Zacatecas w Meksyku. W roku 2015 zakończył się pierwszy etap badania skutków ubocznych spożywania ekstraktu z liści gravioli , podczas którego zespół ustalił, że może dojść do uszkodzenia wątroby i nerek, jeśli nie jest on podawany w odpowiednich dawkach. 

„Bardzo ważne jest, aby ludzie wiedzieli, że owoc gravioli nie zawiera wystarczającej ilości acetogenin, aby po spożyciu mógł powstrzymać rozwój guza. Owoc zawiera witaminy i minerały, ale nie ma wystarczającej ilości acetogenin, aby pomóc w nowotworach” – czytamy w wywiadzie, jakiego udzielił meksykańskiej Agencji Informacyjnej Conacyt (AIC), José Luis Méndez Cruz. „Jako profesjonalista chciałbym wiedzieć, jakie są idealne dawki ekstraktu (etanolowego) z suszonych liści gravioli w hamowaniu rozwoju guza. Przyjmujemy, że jeden gram ekstraktu na osobę o masie ciała 70 kilogramów, to ilość, która może pomóc i jeszcze nie jest szkodliwa. Należy wziąć pod uwagę, że ekstrakt z liści gravioli ma działanie cytotoksyczne, ale nie jest cytoprotektorem”.

„Badania kliniczne przy udziale ekstraktu z liści gravioli w terapii przeciwnowotworowej pozwoliłyby na lepszą kontrolę dawkowania. Niezależnie od tego, ze względu na wartości odżywcze, które reprezentuje, zaleca się spożywanie gravioli.” – mówił José Luis Méndez Cruz.

W jakiej formie szamani zalecali przyjmowanie gravioli? W jakiej formie my możemy ją dzisiaj stosować?

Zawsze istniała (i istnieje do dziś) kwestia formy podania ziół lub innych preparatów. Curanderos i szamani mieli ograniczone możliwości – gotowali zioła w wodzie i podawali do wypicia (czasami to była papka, czasami wywar na gorąco lub po ostudzeniu, czasami wodne koncentraty po odparowaniu); wdmuchiwali mielony susz do nosa (ceremonia yopo) bądź nacinali lub przypalali skórę i w ranę wcierali przygotowane lekarstwo (ceremonia kambo).

Spotkałem się też ze stosowaniem wyciągów alkoholowych, maści na bazie olejów oraz tzw. „nasiadówek”.

Niestety, prawie w każdym z tych przykładów (a już na pewno w przypadku ekstraktów wodnych) trzeba zapomnieć o synergii. Woda jest jednym z gorszych rozpuszczalników, jeśli chodzi o związki organiczne. Fakt, część związków organicznych, tzw. polarnych, ulega rozpuszczeniu, ale i tak większość związków biologicznie czynnych zostaje w fuzlach.

Na przykład alkaloidy są bardzo słabo rozpuszczalne w wodzie. Taka squamostatyna A (acetogenina występująca w gravioli i wykazująca silne działanie na apoptozę komórek nowotworowych) rozpuszcza się w wodzie (w temperaturze 100°C i po upływie 30 minut) w ilości 0,2 procenta. Reszta, czyli 99,8 procent zostaje w fuzlach.

Curanderos nie mieli żadnej możliwości (i w obecnych realiach też ich za bardzo nie mają), żeby korzystać z dobrodziejstw współczesnej chemii. Takie rozpuszczalniki, jak CO2, THF, n-hexan, octan etylu, metanol czy pentan przy zmianie titrantów i wielokrotnej ekstrakcji ciągłej pozwalają na wyseparowanie ilościowo praktycznie wszystkich nierozpuszczalnych w wodzie związków.

Jednak nadal wiele osób mogłoby mieć zastrzeżenia co do synergii. Ja również. Trochę dziwnie jest zaproponować choremu, by zjadał 5-10 liści dziennie. Ale gdy w grę wchodzą kapsułki – już tak. I tutaj następuje konfrontacja między zwolennikami wywarów wodnych a ludźmi preferującymi zażywanie kapsułek (zawierających naturalny, zmielony susz roślinny). Starając się zachować neutralność i zakładając (w obu przypadkach), iż jakość oferowanych ziół jest na najwyższym poziomie, pozwolę sobie wyliczyć zalety i wady oferowanych rozwiązań.

Zalety ekstraktów wodnych:
receptury curanderos, kultywowanie tradycji peruwiańskiej medycyny ludowej,
relatywnie szybsze jednostkowe działanie ekstraktu,
niska cena suszu do sporządzenia ekstraktu w przeliczeniu na gram suszu (zazwyczaj w torebkach).

Wady: 
brak synergii (nierozpuszczalne w wodzie związki zostają w fuzlach),
niska zawartość w ekstrakcie związków biologicznie czynnych (większość zostaje w fuzlach),
czas zrobienia ekstraktu i forma przygotowania (kuchenka, garnuszek, sitko, filtr, szklanka itp.),
degradacja niektórych związków pod wpływem temperatury (100°C).

Zalety kapsułek celulozowych
ze zmielonym suszem:
całkowita synergia dotycząca związków zawartych w roślinie,
szybki czas podania oraz przystępna forma,
do organizmu pacjenta dostaje się pełna dawka związków biologicznie czynnych w przeliczeniu na gram zioła.

Wady:
zerwanie z tradycją aplikacji ziół w kulturze peruwiańskiej medycyny ludowej,
wyższa cena niż ziół do zaparzania, w przeliczeniu na gram suszu.

Zarówno w jednym, jak i drugim przypadku, po aplikacji organizm ludzki bardzo dobrze radzi sobie z wchłanianiem wszystkich związków biologicznie czynnych.

Sugerowanie, że w przypadku kapsułek najpierw nastąpi wydalenie niż wchłonięcie jest nadużyciem. Możemy również kupić preparaty (tabletki, kapsułki, olejki) będące wynikiem ekstrakcji ziół rozpuszczalnikami organicznymi (nie wodą!).

Przyznam się, że mając na celu zaaplikowanie choremu największej (dopuszczalnej przez GIS) dawki, pomimo polemiki na temat odchodzenia od natury, polecałbym taką formę kuracji.

Ze względu jednak na to, iż mamy do czynienia z obróbką chemiczną, cena za preparat może być wysoka. Reasumując, po zebraniu wszystkich możliwych informacji, każdy sam musi podjąć decyzję o formie kuracji. Rozważyć wszelkie „za” i „przeciw”, bo niejednokrotnie od tej decyzji zależeć może jego własne zdrowie i życie. n

Rozmawiała
Wanda Biernacka-Conrad

Dziękujemy Ogrodowi Botanicznemu Uniwersytetu Warszawskiego za pomoc w realizacji sesji. http://ogrod.uw.edu.pl

Graviola to drzewo wiecznie zielone rosnące w lasach deszczowych Ameryki Południowej. Jego owoce ważą nawet 6 kg. Liście zawierają acetogeniny. 

Gdzie kupić: https://greenport24.pl/11264-incapharma-graviola-90-k.html?search_query=graviola&results=9

Z żoną Doris mają dwie wielkie pasje: podróże i gotowanie. Razem prowadzą warsztaty kuchni peruwiańskiej.
Marek Witkowski
Absolwent Wydziału Chemii UW (specjalizacja – synteza związków organicznych), równocześnie studiował pedagogikę.
Pracował w Klinice Endokrynologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego (laboratorium hormonów gonadowych – radioimmunologia).
Zna język angielski, hiszpański, rosyjski, opanował podstawy włoskiego. Jego pasją jest farmakognozja (nauka o substancjach pochodzenia naturalnego, które są wykorzystywane jako leki).
Jego żona Doris pochodzi z Peru. Syn Amaru jest informatykiem programistą. Córka Evelin jest magistrem biologii i doktorem chemii po UW. Jej specjalizacja to widma Ramana.
Jest współwłaścicielem firmy chemicznej A.C.G. produkującej deemulgatory oraz firmy IncaPharma sprowadzającej zioła z Amazonii.
Jego hobby to gotowanie (z żoną prowadzi kursy kuchni peruwiańskiej), podróże (odwiedził ponad 50 krajów), żeglarstwo, gra na gitarze i charango (andyjski instrument strunowy), brydż i szachy, zbieranie grzybów i wędkarstwo, narty.
Od 7 lat interesuje się acetogeninami annonaceowymi (związkami znajdującymi się w roślinach z rodziny Annona) i ich działaniem w leczeniu chorób nowotworowych. W domu wszystko naprawi, chociaż mu się nie chce, bo z natury jest leniem. Bardzo lubi ludzi, zwłaszcza pogodnych. Szanuje dyskusje merytoryczne. Smuci go fakt, że ludzie są (według niego) gatunkiem inwazyjnym. 

Wanda Biernacka-Conrad
Wanda Biernacka-Conrad
Doświadczona dziennikarka i redaktorka, która umie poprowadzić projekt drukowany i internetowy, od koncepcji merytorycznej do efektu finalnego. Doświadczenie zdobywała w największych wydawnictwach prasowych – Bauer i Axel Springer Polska, gdzie powierzano jej stanowiska redaktor naczelnej. Obecnie współpracuje z wieloma czasopismami na zasadzie consultingu oraz prowadzenia i relaunchu tytułu, np. Natura&Zdrowie. Jest także autorką koncepcji i projektu magazynu dla osób 55+ Senior sam w domu. Swoje doświadczenie wykorzystuje również, przygotowując od A do Z e-booki dla klientów biznesowych.

UDOSTĘPNIJ

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Newsletter

Nowe wpisy

dłonie po covid
Ciało

Zniszczone dłonie po pandemii covid-19

Dbanie o higienę to obowiązek nas wszystkich. Po każdej wizycie w toalecie, przyjściu do biura, powrocie do domu, kontakcie z różnymi substancjami należy umyć dłonie wodą i mydłem – to sprawa oczywista. W dobie pandemii

CZYTAJ WIĘCEJ »
olejki eteryczne
Ajurweda
Aleksandra Marek-Hipner

Olejki eteryczne aromatyczne uzdrawianie

Surowców do produkcji olejków eterycznych (substancji zapachowych) dostarczają łodygi, korzenie, nasiona lub kwiaty. Produkty końcowe powstają głównie metodą destylacji z parą wodną. Używa się ich w lecznictwie naturalnym,

CZYTAJ WIĘCEJ »
Medycyna naturalna
mgr farm. Magdalena Habuz-Falińska

Spacer remedium na depresję

Z badań przeprowadzonych w 2019 roku wynika, że aż 20% naszego społeczeństwa nie spaceruje nawet 10 minut w tygodniu! Co więcej, niemal 40% rodaków nie podejmuje żadnej aktywności fizycznej choćby raz w miesiącu. To naprawdę zatrważająca statystyka,

CZYTAJ WIĘCEJ »