Strona główna » Lex Szarlatan – Jak stworzyć zdrowy system ochrony zdrowia?
Bez kategorii

Lex Szarlatan – Jak stworzyć zdrowy system ochrony zdrowia?

Lex szarlatan 2 990x556

„Lex Szarlatan” to potoczna nazwa projektu nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i nowych kompetencjach Rzecznika Praw Pacjenta, która została uchwalona przez Sejm 3 lipca 2026 roku.

Ustawa ta wzbudza obecnie coraz więcej kontrowersji, szczególnie w środowiskach osób zawodowo zajmujących się medycyną komplementarną, naturopatią, fitoterapią, terapiami konopnymi, medycyną funkcjonalną i zintegrowaną, homeopatią oraz szeroko pojętą edukacją zdrowotną. Kontrowersyjność tej ustawy komentują również sami pacjenci, którzy cenią sobie wolność i możliwość wyboru terapii naturalnych i stosowania ich jako uzupełnienie medycyny akademickiej.

Lekarz czy szarlatan?

Choć z zasady ustawa ta niesie ze sobą szczytne założenia, mając na celu ochronę pacjentów przed pseudomedycyną i tzw. „szarlatanami”, to jednak jej szczegóły budzą wiele wątpliwości. Faktem jest to, że w internecie jest wiele osób „po dwudniowych kursach” głoszących swoje opinie i dających porady medyczne. Ale z drugiej strony jest też cała rzesza wykształconych lekarzy i terapeutów bazujących w swojej praktyce na terapiach popartych badaniami i faktycznie od lat niosących pomoc swoim pacjentom. Wrzucenie wszystkich do jednego worka jest więc bardzo krzywdzące.

W praktyce ustawa ta niesie ze sobą ogromne ryzyko nadmiernego ograniczenia skutecznych i potwierdzonych naukowo terapii komplementarnych, ziołowych, homeopatycznych oraz niezależnej edukacji zdrowotnej. Wiele z tych metod leczenia stosowanych jest od setek lat i niejednokrotnie stanowią one mocne wsparcie terapii medycyny akademickiej. Mamy więc bardzo wielu doświadczonych terapeutów i lekarzy bazujących na rzetelnej wiedzy – leczących za pomocą medycyny komplementarnej i terapii naturalnych oraz odnoszących często międzynarodowe sukcesy w swojej praktyce medycznej.

Dr Tomasz Różański mówi w swoim liście otwartym: „Musimy wreszcie jasno oddzielić terapię wspomagającą od »cudownego leczenia«, edukację zdrowotną od manipulacji, profesjonalistów od ludzi bez kompetencji i odpowiedzialną medycynę komplementarną od pseudonauki i żerowania na ludzkim strachu. Problemem nigdy nie było ziołolecznictwo, fitoterapia, masaż, joga, dietoterapia czy medycyna integracyjna. Problemem są osoby bez przygotowania, często takie, które naukę skończyły na poziomie gimnazjum, a po weekendowym kursie zaczynają przedstawiać się jako »specjaliści«, »terapeuci«, »uzdrowiciele«, a następnie obiecują ludziom wyleczenie raka, depresji, ADHD czy innych ciężkich chorób. To jest niebezpieczne. I to szkodzi także środowisku profesjonalnych naturopatów oraz terapeutów.”

Rzecznik Praw Pacjenta jako wyrocznia

Projekt tej ustawy daje również Rzecznikowi Praw Pacjenta nowe uprawnienia, m.in. możliwość wydawania ostrzeżeń publicznych oraz nakazów wstrzymania działań uznanych za niebezpieczne, a kary mogą sięgać nawet do 1 mln zł.

Jak zwykle jednak „diabeł” tkwi w szczegółach, bo pojęcie „praktyk pseudomedycznych” może być interpretowane bardzo różnie i bardzo szeroko. W takich warunkach wielu dietetyków, fitoterapeutów, naturopatów i lekarzy o holistycznym czy integracyjnym podejściu do leczenia może znaleźć się pod presją administracyjną i zostać zmuszonych do zaprzestania działalności. Wiele praktyk może zostać arbitralnie zakwalifikowanych do tej kategorii właśnie przez Rzecznika Praw Pacjenta.

Zdaniem Polskiej Izby Gospodarczej Naturopatów, w kategorii „praktyk pseudomedycznych” może się znaleźć praktycznie każdy zielarz, dietetyk, masażysta, a nawet autor artykułu internetowego o domowych sposobach radzenia sobie z przeziębieniem. Zależy to od tego, jak szeroko definicja zostanie zinterpretowana przez samego Rzecznika Praw Pacjenta – a to rodzi ryzyko arbitralności.

Członkowie Izby obawiają się również, że nowe przepisy mogą doprowadzić do masowej likwidacji całych zawodów, np. działalności gospodarczych związanych z naturopatią, dietetyką czy też terapią naturalną, a co za tym idzie – do wzrostu bezrobocia. Szacuje się, że potencjalne straty budżetowe mogą sięgnąć nawet 500 milionów złotych rocznie. Jak podkreślają przedstawiciele Izby, projekt powstał w reakcji na pojedyncze, nagłośnione medialnie przypadki nadużyć, które nie dotyczyły działalności naturopatów jako środowiska – a mimo to konsekwencje drastycznych regulacji mają objąć całą branżę.

Aktualna wiedza medyczna

W ustawie pojawia się też stwierdzenie, że praktyki medyczne muszą iść w zgodzie z nurtem „aktualnej wiedzy medycznej”, co daje również szerokie pole do interpretacji. Dr n. med. Piotr Witczak pyta: „Kto będzie decydował o »prawdzie medycznej«? Rzecznik Praw Pacjenta, który otacza się ekspertami o jawnych konfliktach interesów (m.in. osoby wykładające na sesjach sponsorowanych przez koncerny farmaceutyczne, powtarzające tezy, które szybko się zdezaktualizowały)?”

Decyzje o tym, co jest „dezinformacją”, a co innowacją, będą zapadać w zamkniętym kręgu, bez realnych mechanizmów ochrony debaty naukowej i wolności słowa.

I tutaj pojawia się kluczowe pytanie, czy państwo będzie ścigało wyłącznie jawnych oszustów, czy również wszystko, co nie mieści się idealnie w aktualnym mainstreamie medycznym? I czy przypadkiem ta nowelizacja ustawy, zamiast powodować postęp, nie cofa nas do średniowiecza i palenia „szarlatanów i czarownic” na stosach?

W swoim liście do Prezydenta RP dr Witczak pisze: „Panie Prezydencie, proszę zawetować tę ustawę. Chroni ona nie pacjentów, lecz monopol pewnego modelu medycyny i interesy jego beneficjentów. Pozbawia pacjentów prawa do wyboru terapii, lekarzy i terapeutów – prawa do wolności słowa i innowacji. Wprowadza mechanizmy cenzury administracyjnej, które w przyszłości mogą uderzyć w każdego, kto odważy się kwestionować »aktualny konsensus«. Medycyna rozwija się dzięki odważnym, często kontrowersyjnym głosom. Historia zna wiele przykładów, gdy »szarlataneria« wczorajszego dnia stawała się standardem leczenia jutra. Nie pozwólmy, by państwo arbitralnie decydowało, co wolno badać, publikować i stosować.”

Czy będzie miejsce na rozwój i innowacje?

Prof. dr hab. med. Andrzej Frydrychowski również zwraca na to uwagę: „Historia medycyny pokazuje, że część rzeczy kiedyś była wyśmiewana, ponieważ nie mieściły się w standardach »aktualnej wiedzy medycznej«, a później stawały się standardem.” Przykłady takich zagadnień to np. mikrobiom, wpływ stresu na choroby, rola snu, wpływ metabolizmu na nowotwory, znaczenie diety, oś jelita–mózg, wpływ stanu zapalnego na choroby serca, neuroplastyczność mózgu, psychoneuroimmunologia oraz rola mitochondriów w chorobach przewlekłych. Problem polega też na tym, że medycyna nie jest systemem statycznym. To, co dziś jest „poza standardem”, jutro może wejść do podręczników. Jeszcze kilkanaście – kilkadziesiąt lat temu wiele z tych tematów było marginalizowanych, a dziś na stałe weszły do standardu medycyny.

Profesor dodaje również: „Istnieje tu także realna obawa przed »zamrożeniem« innowacji lub nadmierną monopolizacją narracji medycznej, co niestety już się dzieje. Niewątpliwie dużym problemem jest bardzo silne lobby farmacji, które za wszelką cenę pragnie leczyć wyłącznie lekami. I tutaj mamy konflikt interesów. Bo nauka to odkrywanie ciągle nowych dróg, a nie zacementowane poglądy osób mających interes w blokowaniu nowości. Niestety uważam, że w obecnej formie ustawa jest pisana na kolanie i stanowi duże zagrożenie dla naturalnych metod, a otwiera drogę wszelkim producentom leków.”

Wolność wyboru dla pacjenta

Dr Różański mówi: „Nie można dopuścić do sytuacji, w której osoba bez wykształcenia medycznego, biologicznego, psychologicznego czy terapeutycznego po kilku dniach kursu zaczyna ingerować w zdrowie i życie ludzi. To właśnie brak regulacji doprowadził do chaosu na rynku. A »Lex Szarlatan« może być początkiem uporządkowania tej przestrzeni – pod warunkiem, że przepisy będą tworzone rozsądnie i nie uderzą w legalnie działających specjalistów medycyny komplementarnej, fizjoterapeutów, zielarzy, dietetyków czy terapeutów integracyjnych, którzy działają etycznie i odpowiedzialnie.”

Prof. Frydrychowski dodaje: „Takie terapie jak medycyna funkcjonalna, biohacking, medycyna integracyjna, terapie mitochondrialne, posty lecznicze, ziołolecznictwo, mikrobiom, biorezonans, terapie energetyczne i terapie częstotliwościowe – wszystkie powyżej wymienione dziedziny są skuteczne i szeroko opisane w literaturze naukowej i mogą nieść pacjentom pomoc.”

W wolnym, europejskim kraju dorośli, świadomi pacjenci powinni mieć prawo wyboru metod leczenia – również tych niekonwencjonalnych – a państwo nie powinno decydować za nich, zwłaszcza w sytuacjach, gdy nauka wciąż bada skuteczność wielu metod komplementarnych.

A jak to wygląda w innych krajach europejskich? Tuż za naszą zachodnią granicą pacjent ma dostęp do wszystkich rodzajów terapii i ma wolny wybór, jak chce się leczyć. Dr med. Bożena Kilarski – znana polsko-niemiecka lekarka, specjalistka medycyny akademickiej, naturalnej oraz komplementarnej, słynąca z biologicznej terapii chorób nowotworowych i przewlekłych – opowiada, jak działa system medycyny u naszych zachodnich sąsiadów:

„Mamy w Niemczech kilkaset praktyk lekarskich, które leczą komplementarnie i stosują terapię biologiczną, i przynajmniej 3000 naturopatów, którzy też to robią. Pacjent ma prawo wyboru swojej drogi leczenia i nikt nie może mu tego zabronić. W momencie postawienia diagnozy, np. wykrycia nowotworu, pacjent sam może wybrać, jak chce się leczyć – medycyną alopatyczną albo komplementarnie. Może też równolegle iść drogą holistyczną, komplementarną i łączyć to z medycyną akademicką. Nikt go za to nie krytykuje.

Wszystkie te terapie są legalne, a wszystkie leki, które chcemy stosować w terapiach komplementarnych, również są legalne, dopuszczone na rynku i dostępne w aptekach. Możemy więc np. bez problemu stosować wlewy dożylne z witaminy C, artemiziny, kurkuminy – wszystko to jest dozwolone. Homeopatia jest dostępna w każdej aptece, jest ona dumą niemieckiej medycyny, bo to tutaj przecież wszystko się zaczęło. Nawet swego czasu leki homeopatyczne były refundowane przez tutejszy odpowiednik NFZ. Każdy naturopata musi ukończyć 3 lata edukacji w dziedzinie medycyny naturalnej i zdać egzamin w Ministerstwie Zdrowia, który wcale nie jest łatwy. Jest to warunek pracy w zawodzie naturopaty. Ale żadne terapie komplementarne nie są stygmatyzowane czy zabronione i żaden lekarz nie odważy się powiedzieć, że nie będzie leczył pacjenta, który leczy się alternatywnie. To wolny wybór każdego człowieka” – mówi dr Bożena Kilarski.

Natura 1024x683

Gdzie jest złoty środek?

Według wielu lekarzy stosujących medycynę komplementarną w praktyce, zdrowy model powinien opierać się na kilku zasadach. Po pierwsze, na rzetelnej edukacji terapeutów i lekarzy, certyfikowanych szkoleniach, studiach podyplomowych, standardach kompetencyjnych, odpowiedzialności zawodowej i współpracy interdyscyplinarnej – zwraca uwagę dr Różański. „Nie można dopuścić do sytuacji, w której osoba bez wykształcenia medycznego, biologicznego, psychologicznego czy terapeutycznego po kilku dniach kursu zaczyna ingerować w zdrowie i życie ludzi.”

Z drugiej strony należy jasno komunikować ograniczenie terapii i brak 100% gwarancji wyleczenia. Prawdziwy specjalista zna granice swoich kompetencji, rozumie fizjologię i podstawy medycyny, nie odstawia pacjentowi leków, nie odcina go od terapii i badań medycyny klasycznej, nie obiecuje cudów i nie buduje biznesu na strachu i desperacji ludzi chorych.

Prof. Frydrychowski zwraca uwagę na to, że dużym problemem współczesnej debaty jest też polaryzacja i „zero-jedynkowość”, czyli twierdzenie, że „tylko farmacja jest dobra”, a „wszystko, co naturalne, to szarlataneria”. Ale rzeczywistość, jak zwykle, jest znacznie bardziej złożona. Są sytuacje, w których antybiotyk ratuje życie, chirurgia jest konieczna, a immunoterapia daje ogromne efekty, ale są też obszary, w których dieta, sen, mikrobiom, ruch, stres oksydacyjny, regulacja autonomicznego układu nerwowego i przewlekły stan zapalny mają fundamentalne znaczenie, a bywają niedoceniane.

Dlatego najrozsądniejsze podejście zwykle polega na znalezieniu złotego środka. Tak, aby medycyna przyszłości nie była wojną pomiędzy lekarzem a naturopatą. Niech będzie tak, jak u naszych sąsiadów – współpracą różnych specjalistów wokół dobra pacjenta. A jeśli będziemy patrzeć na to z perspektywy tego, co jest najlepsze dla pacjenta, a nie dla firm farmaceutycznych, z pewnością zobaczymy wiele możliwości wspierania terapii konwencjonalnych naturalnymi i odwrotnie.

Nota redakcyjna: Naturazdrowie.com ma charakter wyłącznie edukacyjny i nie stanowi porady lekarskiej. Redakcja dokłada wszelkich starań, aby publikowane informacje były poprawne merytorycznie, jednakże każda decyzja dotycząca leczenia powinna być skonsultowana z lekarzem. Regulamin serwisu

Tematy

Reklama

Reklama