Kiedy kalendarz pustoszeje. Jak odnaleźć własny rytm po sześćdziesiątce?
Spis treści:
- 1. Wolność, na którą nie zawsze jesteśmy przygotowani
- 2. Mit, z którym warto się rozprawić najpierw
- 3. Nie trzeba wymyślać siebie od nowa
- 4. Podróż jako trening samodzielności
- 5. Ruch, który działa na więcej niż ciało
- 6. Kiedy z kalendarza znikają też ludzie
- 7. A jeśli zamiast ciekawości pojawia się smutek
- 8. Pusta strona, która nie musi być zadaniem do wykonania
Przez czterdzieści parę lat kalendarz rzadko należał wyłącznie do nas. Wyznaczały go szkoła, praca, dzieci, ich lekcje, kredyt, wizyty u lekarza i obowiązki wobec rodziców, którzy z czasem sami zaczęli potrzebować opieki. Nawet odpoczynek trzeba było czasem wcisnąć między jeden punkt planu a drugi, jakby przysługiwał tylko wtedy, gdy zmieściła go reszta dnia. Zanim człowiek zdążył rano pomyśleć, na co ma ochotę, dzień już miał gotowy scenariusz napisany przez kogoś innego, albo przez okoliczności, które nie pytały o zdanie.
A potem ten scenariusz zaczyna się rozpisywać na nowo. Dzieci wyprowadzają się z domu. Praca zwalnia albo znika z dnia na dzień. Telefon służbowy milknie, nie trzeba już wychodzić z domu o określonej godzinie, a poniedziałek zaczyna przypominać środę bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. W kalendarzu pojawiają się całe puste rubryki, których od dawna tam nie było.
Dla jednych to ulga, na którą czekali latami. Dla innych, ku ich własnemu zaskoczeniu, to jeden z trudniejszych momentów w życiu. Wolny czas nie zawsze przekłada się na poczucie wolności. Czasem przynosi raczej pytanie, które wcześniej nie miało okazji się pojawić: co teraz, skoro nikt już nie mówi mi, co dalej.
Wolność, na którą nie zawsze jesteśmy przygotowani
Przez większą część dorosłego życia to praca wyznacza godzinę pobudki, dzieci część planu dnia, a obowiązki sprawiają, że trzeba gdzieś pójść, coś załatwić, z kimś porozmawiać. Emerytura albo usamodzielnienie się dzieci zabierają te zewnętrzne ramy naraz, i właśnie dlatego bywają przeżywane ambiwalentnie. Można jednocześnie cieszyć się większą swobodą i tęsknić za dawną strukturą dnia, która choć męcząca, dawała poczucie, że wiadomo, co robić dziś, jutro i pojutrze.
Wśród badaczy przejścia na emeryturę nie ma zgody co do tego, czy jest ono dla zdrowia dobre, czy złe, głównie dlatego, że zależy to od zbyt wielu zmiennych naraz. Od sytuacji materialnej, od rodzaju wykonywanej pracy, od tego, czy odejście było wyborem czy koniecznością. Amerykańska ankieta zdrowotna University of Michigan wśród osób po pięćdziesiątce pokazała, że praca w późniejszym wieku bywa źródłem poczucia sensu dla prawie połowy pytanych, ale jednocześnie autorzy nie znaleźli jednoznacznego związku między samym zakończeniem pracy a pogorszeniem zdrowia psychicznego. Innymi słowy: to nie fakt przejścia na emeryturę decyduje o samopoczuciu, tylko okoliczności, w jakich do niego doszło, i to, co człowiek zastaje po drugiej stronie.
Bo koniec pracy zawodowej to nie tylko mniej obowiązków. To dla wielu osób zmiana części tożsamości. Przez lata odpowiedź na pytanie, czym się zajmujesz, była oczywista, a praca dawała nie tylko dochód, ale i kontakty z ludźmi, rytm tygodnia, okazję do podejmowania decyzji, które ktoś inny musiał uszanować. Kiedy to znika, naraz pusty kalendarz bywa cięższy, niż się wcześniej wydawało.
Mit, z którym warto się rozprawić najpierw
W pewnym momencie pojawia się myśl, że na naukę języka, podróżowanie, zmianę zawodu czy zwykłe sprawdzenie, co jeszcze sprawia przyjemność, jest już po prostu za późno. Ta myśl bierze się zwykle z porównania własnych możliwości do młodości, a to porównanie od razu wypada niekorzystnie, bo dwudziestolatek ma przed sobą więcej lat i więcej fizycznej swobody. Rzadko kiedy ktoś dodaje w tym samym zdaniu, że ma też o kilkadziesiąt lat mniej doświadczenia i wiedzy o sobie.
Dojrzałość niesie inny rodzaj przewagi. Człowiek po sześćdziesiątce wie już zazwyczaj, co jest dla niego ważne, czego nie chce powtórzyć i na co nie zamierza dłużej marnować energii. Nie musi zaczynać od zera, może zacząć od miejsca, do którego doprowadziło go dotychczasowe życie, co samo w sobie jest sporą przewagą nad kimś, kto dopiero się tego uczy.

To nie znaczy, że ciało i mózg po sześćdziesiątce działają identycznie jak w wieku dwudziestu lat, bo nie działają. Zmienia się tempo przetwarzania informacji, pamięć robocza, niektóre aspekty uczenia się nowych rzeczy. Ale zdolność mózgu do zmiany nie znika wraz z metryką. Badania nad neuroplastycznością, między innymi prace zespołu Henriette van Praag opublikowane w „Proceedings of the National Academy of Sciences”, pokazały, że regularna aktywność fizyczna zwiększa neurogenezę w hipokampie niezależnie od wieku badanych, a mózg zachowuje zdolność tworzenia nowych połączeń przez całe życie, o ile dostaje ku temu bodźce. Wiek ma znaczenie. Nie jest jednak jedyną rzeczą, która je ma, i chyba nie jest nawet tą najważniejszą.
Nie trzeba wymyślać siebie od nowa
Wokół hasła nowego początku narosła własna pułapka, jaka jest przekonanie, że wraz z emeryturą trzeba natychmiast znaleźć pasję, zapisać się na pięć kursów naraz i wreszcie zacząć realizować siebie, jakby dotąd nikt tego nie robił. Niektórym faktycznie pomaga nauka języka, o którym marzyli od lat. Inni odnajdują się w regularnych spotkaniach z przyjaciółmi, w ogrodzie, w powrocie do książek odłożonych na później, w opiece nad wnukami albo, po raz pierwszy w życiu, w kilku godzinach dziennie, w których nie muszą robić niczego produktywnego i wcale nie czują z tego powodu wyrzutów sumienia.
Ważniejsze od znalezienia wielkiego celu bywa odzyskanie poczucia, że dzień znów należy do nas, a to zwykle zaczyna się od rzeczy małych. Od zajęć wypróbowanych bez deklaracji, że przetrwają najbliższe pięć lat, spaceru inną trasą niż zwykle, jednego telefonu do kogoś, z kim dawno się nie rozmawiało. Nie po to, żeby zbudować nową wersję siebie na pokaz, tylko po to, żeby sprawdzić, co jeszcze naprawdę nas ciekawi, skoro w końcu jest na to czas.
Podróż jako trening samodzielności
Czas odzyskany po zakończeniu pracy można wykorzystać także w sposób, który przez lata wydawał się trudny do pogodzenia z codziennością – wyjechać dokładnie wtedy, kiedy ma się na to ochotę, nie czekając na urlop czy sezon. Nie musi to być daleka podróż, wystarczy kilka dni nad morzem poza sezonem albo pociąg do miasta, którego nigdy wcześniej się nie odwiedziło.
Podróż ma dodatkową zaletę, o której rzadziej się mówi, a mianowicie wymaga podejmowania własnych decyzji, od trasy po nocleg, i uczy radzenia sobie, gdy plan trzeba zmienić w ostatniej chwili. Przez lata wiele takich spraw organizował za nas ktoś inny, partner, dzieci, biuro podróży, pracodawca ustalający terminy urlopów. Jeśli dziś trzeba się nauczyć kupować bilet przez internet, rezerwować nocleg samemu albo czytać rozkład jazdy, to nie po to, żeby komukolwiek udowodnić, że jeszcze się potrafi, tylko żeby poczuć, że to nadal jest moje życie i ja o nim decyduję. Ta sama zasada dotyczy zresztą nie tylko podróżowania, ale każdej sprawy, którą wcześniej zawsze brał na siebie ktoś inny, od bankowości internetowej po samodzielne umówienie wizyty lekarskiej.
Ruch, który działa na więcej niż ciało
Aktywność fizyczna należy do tych obszarów, w których niewielka regularność znaczy więcej niż ambitne postanowienia podjęte raz i porzucone po tygodniu. Dla jednej osoby dobrym wyborem będzie spacer, dla innej pływanie, ćwiczenia w wodzie albo joga na krześle prowadzona pod okiem fizjoterapeuty. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca osobom po sześćdziesiątym piątym roku życia regularną aktywność fizyczną dopasowaną do możliwości, wskazując na jej korzyści dla serca, snu, sprawności poznawczej i zapobiegania upadkom.
Ruch działa też pośrednio, poprzez ludzi, których spotyka się przy okazji. Spacer z sąsiadem, zajęcia w grupie, wspólne wyjście na basen, to zwykle nie zaczyna się jako plan na nowe znajomości, tylko jako plan na ruszenie ciała, a znajomości pojawiają się przy okazji, trochę bocznym wejściem.
Kiedy z kalendarza znikają też ludzie
Jedną z mniej oczywistych konsekwencji zakończenia pracy jest utrata codziennych, często przypadkowych kontaktów, które nigdy nie wymagały umawiania się z wyprzedzeniem. Rozmowa po prostu pojawiała się między jednym zadaniem a drugim, ktoś zagadywał na korytarzu, ktoś inny pytał o weekend. Po odejściu z pracy takie drobne spotkania potrafią zniknąć niemal niezauważalnie, a ich miejsca nikt automatycznie nie wypełnia.
Dlatego relacje po sześćdziesiątce częściej wymagają świadomej decyzji, nie dlatego, że trzeba nagle stać się osobą niezwykle towarzyską, tylko dlatego, że część okazji do spotkań przestaje pojawiać się sama z siebie. To nie są drobiazgi. Julianne Holt-Lunstad z Brigham Young University, analizując wraz z zespołem 70 badań obejmujących ponad 3,5 miliona osób, wykazała, że samotność i izolacja społeczna wiążą się ze wzrostem ryzyka przedwczesnej śmierci od 26 do 32%, w skali porównywalnej z paleniem papierosów. Regularna kawa z przyjacielem, cotygodniowy telefon, klub książki czy uniwersytet trzeciego wieku są tak samo częścią zdrowego stylu życia, jak ruch czy sen.
A jeśli zamiast ciekawości pojawia się smutek
Nie każdy pusty kalendarz wypełnia się od razu nowymi pomysłami. Czasem pojawia się żal za tym, co minęło, złość na ograniczenia własnego ciała albo zwyczajna niepewność, kim właściwie jestem, skoro dotychczasowa rola właśnie się skończyła. Te uczucia nie muszą być natychmiast przykrywane entuzjazmem, bo próba udawania, że wszystko jest w porządku, zwykle kończy się gorzej niż przyznanie, że coś jest trudne.

Jeśli smutek, lęk czy poczucie osamotnienia zaczynają utrudniać codzienne funkcjonowanie, rozmowa z psychologiem bywa dobrym sposobem na uporządkowanie tego, co się dzieje, tak samo jak byłaby nim po jakiejkolwiek innej dużej zmianie życiowej. Nie ma w tym niczego, co warto traktować jak porażkę. Czasem trzeba najpierw porozmawiać, zanim będzie się wiedzieć, co dalej.
Pusta strona, która nie musi być zadaniem do wykonania
Być może największą zmianą po sześćdziesiątce nie jest to, że nagle jest więcej czasu, tylko to, że coraz mniej rzeczy mówi nam, jak ten czas powinien wyglądać. Bywa to trudne, ale otwiera też przestrzeń, której wcześniej po prostu nie było, i nie trzeba jej zapełniać od razu ani udowadniać, że emerytura będzie najlepszym okresem życia.
Można zacząć od jednego pytania, zadanego sobie bez pośpiechu: na co mam dziś ochotę, jeśli na chwilę odłożę na bok to, co powinienem albo powinnam zrobić. Odpowiedź bywa bardzo konkretna, czasem zaskakująco prosta, a czasem przez jakiś czas nie ma jej wcale, i to też jest w porządku, bo pusty kalendarz nie musi oznaczać pustego życia. Czasem oznacza tylko, że po wielu latach po raz pierwszy pojawiło się w nim miejsce, które można urządzić po swojemu.
Źródła
- Serwis Zdrowie (PAP), Czy praca w późnym wieku wspiera zdrowie?, omówienie National Poll on Healthy Aging Uniwersytetu Michigan — https://zdrowie.pap.pl/senior/czy-praca-w-poznym-wieku-wspiera-zdrowie
- van Praag H., Christie B.R., Sejnowski T.J., Gage F.H. (1999), Running enhances neurogenesis, learning, and long-term potentiation in mice, PNAS, 96(23), 13427–13431, DOI: 10.1073/pnas.96.23.13427 — https://www.pnas.org/doi/10.1073/pnas.96.23.13427
- van Praag H., Shubert T., Zhao C., Gage F.H. (2005), Exercise Enhances Learning and Hippocampal Neurogenesis in Aged Mice, Journal of Neuroscience, 25(38), 8680–8685, DOI: 10.1523/JNEUROSCI.1731-05.2005 — https://www.jneurosci.org/content/25/38/8680 (badanie na starszych myszach, bezpośrednio potwierdzające efekt niezależnie od wieku)
- World Health Organization (2020), WHO guidelines on physical activity and sedentary behaviour: at a glance, Geneva — https://www.who.int/europe/publications/i/item/9789240014886
- Holt-Lunstad J., Smith T.B., Baker M., Harris T., Stephenson D. (2015), Loneliness and Social Isolation as Risk Factors for Mortality: A Meta-Analytic Review, Perspectives on Psychological Science, 10(2), 227–237 — omówienie z pełnym cytowaniem: https://klubjagiellonski.pl/2022/06/28/samotnosc-jako-wskaznik-kryzysu-zdrowia-publicznego-niezalezny-od-depresji/



