Medycyna ludowa: Ciemiężyca czarna – najbardziej niebezpieczna roślina-widmo w historii polskiej flory
Ciemiężyca czarna (Veratrum nigrum L) do dnia dzisiejszego jest jedną z tych najbardziej fascynujących i niebezpiecznych roślin w dziejach dawnej medycyny. Rośnie w okolicy Roztocza oraz Wyżyny Lubelskiej i Wołyńskiej (w odpowiadającej jej mikroklimacie), znikając praktycznie już z innych części naszego kraju. Czy zostanie użyta w laboratoriach jako surowiec biologiczny do wytwarzania leków?
Na kuracje oczyszczające
Zapisano w historii, że przed wiekami była ona głównie „lekiem”, wspomagającym wiele ludzkich dolegliwości. W czasach antycznych wedle nauk medycznych Doskurydesa i Pliniusza Starszego stanowiła ona środek na przeczyszczenie oraz kurację oczyszczającą przy nieustępliwej melancholii i szaleństwie w wyniku nadmiaru gromadzącej się w ludzkim ciele czarnej żółci.
Z kolei w medycynie nowożytnej, jak i następnie już w latach późniejszych, była ona przeważnie lekiem kardiologicznym. W polskiej medycynie ludowej przez wiele lat jej sproszkowane kłącze wykorzystywano głównie jako środek przeciwpasożytniczy, proszek do nosa (ratując tym jego nieżyt bądź katar) oraz jako składnik ówczesnych tabak leczniczych. Co jednak ciekawe, uznano ją jednak także za truciznę, głównie przez wzgląd na jej ogromną toksyczność (obecność alkaloidów, np. weratryny). Kontakt z nią może człowieka oczywiście silnie zatruć, a jej spożycie wywołać wielkie problemy ze strony układu pokarmowego. Aktualnie w Polsce jest ona teraz gatunkiem zagrożonym wymarciem, objętym ścisłą ochroną.
W medycynie konwencjonalnej w XXI wieku sporządzany z ciemiężycy surowiec naturalny raczej nie jest preferowany w terapiach pacjentów przez wzgląd na wysoki status ochronny tegoż gatunku jak i zarazem na wąski indeks terapeutyczny (uważa się bowiem, że dawka lecznicza równa się dawce toksycznej). Pomimo jednak oficjalnego „zakazu” w dalszym stopniu medycyna oraz farmacja wykorzystują ją w wielu dziedzinach nauki.
Właściwości medyczne ciemiężycy czarnej
Ciemiężyca czarna, jak to już zostało wspomniane, ma nadal wielkie zastosowanie w dzisiejszej medycynie. Przede wszystkim owa roślina blokuje (zewnętrznie stosowana np. w formie „mrożącej” czucie maści, opartej na smalcu) nadchodzące sygnały bólowe, traktowana niczym hamulec na skołatane ludzkie nerwy, reumatyzm, artretyzm, rozmaity ból czy zwykłe zapalenie korzonków. Przed wiekami uważano zresztą, że jej nawet najmniejsze spożycie (podawane wtedy doustnie) przyczyniało się do natychmiastowego oczyszczenia (w formie tzw. wymiotów). W ten o to sposób, osoby znacząco chore na umyśle, miały wyzbyć się nękającej je choroby, doznając wstrząsu żołądkowego oczyszczającego „chory” mózg. Ponadto ciemiężyca znacząco obniżała ciśnienie krwi, naczynia się rozszerzały, a krew płynęła znacznie wolniej, a co za tym idzie, zwalniała się także akcja serca (niegdyś ratowano w ten sposób pacjentów z potencjalnym udarem).
Nalewki nasercowe
Na przełomie XIX-XX wieku sporządzano bowiem z niej krople oraz nalewki nasercowe (dziś specjalistyczne tabletki kardiologiczne), tworzone oficjalnie w aptekach (na bazie z wyciągów tejże rośliny) dla kobiet z rzucawką porodową czy chorych na nadciśnienie. Dodatkowo bardzo skutecznie owa roślina zabijała pasożyty (zabójcze dla owadów są bowiem jej wyciągi, stąd idealny lek na wszy bądź gnidy u dzieci), jako środek ratunkowy stosowany zewnętrznie w dawnych wsiach, często pozbawionych dostępu do fachowej opieki medycznej. We współczesnej medycynie największe jej zastosowanie widać jednak w badaniach nad udarami i padaczką (testując leki przeciwpadaczkowe i przeciwdrgawkowe) oraz w toczącej od wielu lat walce z rakiem, albowiem sporządzane z niej substancje zabijają komórki rakowe, blokując jego rozrost. Jej skuteczność badana jest głównie pod kątem pacjentów z najbardziej złośliwymi dla chorych nowotworami, jak trzustki, podstawnokomórkowym skóry oraz praktycznie nieuleczalnym glejakiem wielopostaciowym.
Zielarska zagadka
Niestety wraz z początkiem XX wieku, a już nawet z jego połową, powoli zaczęto odchodzić od zastosowania ciemiężycy. Uznano bowiem, że stosujący je pacjenci niejednokrotnie cierpieli na dokuczliwe w codziennym funkcjonowaniu skutki uboczne, ale ciemiężyca czarna to bez wątpienia to nadal jedna z największych zagadek polskiej flory medycznej i stanowi idealny dowód na to, że występuje dość cienka granica w medycynie pomiędzy życiem, a ludzką śmiercią. Wspomniana roślina, przez wieki będąca tak naprawdę w dużej mierze trucizną, wraca po latach „niesławy” na medyczne salony w zupełnie innej formie, surowca laboratoryjnego, będącego realnie matrycą do nowych leków w przyszłości.
Chociaż wiele lat temu oficjalnie zniknęła nam z aptek jako jeden z tych znaczniejszych medykamentów, stała się ona wkrótce istotnym narzędziem we wspomnianych laboratoriach wielu uczonych, albowiem jej substancje aktywne są nieprzerwanie przedmiotem wielu badań. Należy jednak ciągle bezwzględnie pamiętać, że to roślina śmiertelnie trująca, nie stosowana w samodzielnej terapii i na własną rękę w domu, bo jej spożycie czy nawet małe przedawkowanie prowadzi do dosyć ciężkiego zatrucia. Zawarte w niej jednak substancje działają często bardzo pozytywnie na schorowany, ludzki organizm.
Autorka: Agnieszka Banaś
Uwaga! Ciemiężyca ma właściwości trujące, nie wolno używać jej samodzielnie w terapiach zielarskich.



