Strona główna » „Skoro jest ryzyko, musi być wybór” – rozmowa o wolności medycznej, profilaktyce i budowaniu naturalnej odporności
Natura+

„Skoro jest ryzyko, musi być wybór” – rozmowa o wolności medycznej, profilaktyce i budowaniu naturalnej odporności

Justyna Socha

Justyna Socha od ponad 15 lat zwraca uwagę na problem powikłań poszczepiennych i walczy o wolność wyboru w medycynie. W szczerej rozmowie prezes Stowarzyszenia STOP NOP opowiada o własnych doświadczeniach, ewolucji świadomości polskich rodziców oraz wizji opieki zdrowotnej opartej na wolnym wyborze.

Co skłoniło Panią do założenia w 2011 roku stowarzyszenia STOP NOP i podjęcia walki z systemem obowiązkowych szczepień ochronnych w Polsce?

Nie nazwałabym tego walką z systemem szczepień, a raczej upominaniem się o podstawowe prawa każdej istoty ludzkiej. W wielu międzynarodowych traktatach i aktach prawnych jest mowa o wolnej i świadomej zgodzie w medycynie oraz o zakazie eksperymentowania na ludziach. Programy szczepień są niczym innym jak eksperymentem medycznym, jako że nie ma badań z prawdziwym placebo. Placebo powinno być neutralne, a badania szczepionek są wykonywane tak, że grupa kontrolna otrzymuje zwykle inną szczepionkę bądź preparat zawierający adjuwant glinowy. To nie jest neutralne, bo aluminium jest neurotoksyczne. Prowadzone w ten sposób badania kliniczne eliminują z wyników skutki tego agresywnego składnika. Zwraca na to uwagę m.in. profesor Christopher Exley, którego gościliśmy w 2019 roku w polskim Sejmie.

Wszystko zaczęło się od tego, że mój syn doświadczył powikłań poszczepiennych i nie chciałam już szczepić kolejnych dzieci. W związku z tym nałożono na mnie grzywny w wysokości 550 złotych za każde dziecko. Obawiałam się, że system może posunąć się do bardziej drastycznych środków, np. odebrania mi dzieci, ale tak się nie stało. Udało mi się zaskarżyć decyzję o grzywnie na tyle skutecznie, że wygrałam w sądzie, a o mojej sprawie było głośno we wszystkich mediach.

Fakt, że stałam się osobą na tak widocznej pozycji, wyniknął z tego, że nie było chętnych, żeby objąć funkcje w zarządzie stowarzyszenia STOP NOP. Wraz z koleżanką przygotowałyśmy dokumentację na zebranie założycielskie STOP NOP. Zebrali się wtedy rodzice z różnych zakątków Polski, którzy mieli już dość grzywien przymuszających do szczepień i z braku innych kandydatów to my objęłyśmy te funkcje.

Nie było też chętnych, żeby wypowiadać się w mediach i być widocznym, więc padło na mnie. Zawsze marzyłam o tym, żeby robić w życiu coś ważnego, co pozwoli mi poczuć, że realizuję jakąś misję – coś, co ma większe znaczenie.

I mimo że osiągnięcie naszego celu pozornie wydaje się niewykonalne, za wzór stawiam sobie np. Gandhiego. Moja ścieżka to ścieżka pacyfizmu, a historia pokazuje, że takie podejście może być skuteczne i nie należy się poddawać. Widzę efekty naszej 15-letniej pracy – dziś jest już bardzo dużo świadomych rodziców, jest też powszechnie akceptowana postawa decyzji o odmowie zgody na obowiązkowe szczepienia. Ludzie już rozumieją, że to prawo każdego rodzica. Bo skoro jest ryzyko, to musi być wybór.

Jak według Pani powinien wyglądać idealny, alternatywny system opieki zdrowotnej? Gdzie przebiega granica między prawem rodzica do decydowania o zdrowiu dziecka a odpowiedzialnością za zdrowie publiczne?

Zacytuję tu powiedzenie mojej koleżanki: „Zdrowie jest wartością prywatną, a publiczny to może być dom”. Przede wszystkim w systemie opieki zdrowotnej powinny istnieć prywatne ubezpieczenia jako alternatywa dla NFZ. To spowoduje większą konkurencyjność i nastawienie na dobro człowieka czy pacjenta.

System ten powinien być nastawiony na jak najlepsze zdrowie osoby, która opłaca składkę, a nie tak jak obecnie – płacimy przymusowy „haracz” na system, który szkodzi, jest niewydolny i który stworzył monopol wygodny dla koncernów farmaceutycznych. Na dzień dzisiejszy jest to system próbujący zniszczyć, zdusić w zarodku każdą alternatywną formę wspierania zdrowia i metody skutecznie stosowane od tysięcy lat, takie jak medycyna chińska, ajurweda czy ziołolecznictwo.

Przykład forsowania ustawy Lex Szarlatan bardzo dobitnie to pokazał. Osobiście ostatni raz skorzystałam z wątpliwej jakości usług NFZ w 2009 roku, kiedy rodziłam trzecie dziecko. Obecnie nie korzystam już z tego systemu. Oczywiście w sytuacji nagłego urazu mechanicznego jest to konieczne. Ale nie uważam tego systemu ani za profilaktykę, ani za skuteczny system leczenia chorób, do których najczęściej sami się doprowadzamy swoimi codziennymi decyzjami.

Priorytetem powinna być dobrowolność i dostęp do wachlarza innych firm, które oferują ubezpieczenia zdrowotne. To spowoduje, że będą mogły być refundowane metody medycyny naturalnej, które są prawdziwą profilaktyką, a nie tylko gaszeniem pożarów lekami, które mają masę skutków ubocznych i na które przepisuje się kolejne leki.

Jakie zmiany w prawie i procedurach lekarzy POZ zaproponowałaby Pani, aby pacjent czuł się w pełni poinformowany przed podjęciem decyzji o jakiejkolwiek interwencji medycznej?

Dziś w przepisach mówi się o tym, że lekarz ma obowiązek przedstawić pacjentowi możliwe metody i ścieżki postępowania – plusy i minusy leczenia, a pacjent może podjąć decyzję. Mówi o tym artykuł 16 Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Jest to prawo do wolnej i świadomej zgody.

Więc to nie lekarz czy urzędnik nam coś narzuca, ale my sami wybieramy jako świadomy pacjent – jeśli takim pacjentem jesteśmy. Z samej definicji tego słowa pacjentem jest ktoś, kto cierpi, choruje i potrzebuje pomocy. Ja na przykład nie czuję się pacjentem, ale byłam nim, kiedy po dużym stresie moja mama wylądowała w szpitalu pod respiratorem na skutek działania niepożądanego leku na cukrzycę. Metformina spowodowała u niej kwasicę mleczanową i zatrzymanie krążenia. Kiedy się nią opiekowałam, dopadła mnie rwa kulszowa.

Nie poszłam wtedy do lekarza POZ po skierowania, lecz do osteopaty, który oczywiście wspierał mnie manualnie różnymi technikami, ale również powiedział mi, jak mam zmienić swój styl życia, dietę i aktywność fizyczną. Oczywiście zapłaciłam za to z własnej kieszeni, bo nie było to refundowane z NFZ. Chciałabym więc, skoro jestem już zmuszona do płacenia składek, żeby mogły być one przeznaczone na pokrycie kosztów właśnie takiej opieki, a nie faszerowania mnie lekami, które mają skutki uboczne. Ponieważ to ja mam prawo wybrać własną ścieżkę dbania o swoje zdrowie.

Na przykładzie USA widać, że zmiana na poziomie politycznym, otwartość na środowiska i chęć usłyszenia głosu prawników, naukowców, lekarzy i pacjentów poszkodowanych przez system obowiązkowych szczepień pokazuje, że to jednak może się zmienić.

W Polsce decyzje prezydenta Trumpa czy Roberta Kennedy’ego Jr. zostają zaszufladkowane jako dezinformacja, np. przez portal Demagog finansowany przez polski rząd. To jest kompletny absurd. W Polsce więc potrzebne są zmiany na poziomie politycznym – na poziomie tzw. woli politycznej.

Dlaczego zwalcza Was Naczelna Izba Lekarska i Główny Inspektor Sanitarny?

Ponieważ istnieje tu konflikt interesów. Naczelna Izba Lekarska ściśle współpracuje z producentami szczepionek i nie chce atakować swoich sojuszników. To jest oczywiste. Funkcję Głównego Inspektora Sanitarnego również pełni człowiek od lat związany z przemysłem farmaceutycznym.

Jak udaje się Pani wytrzymać tę presję?

Po prostu wiem, że jestem po dobrej „stronie mocy”. Jestem pewna, że robię dobrze i że prędzej czy później prawda zwycięży. I czekam na to. Działam aktywnie, żeby tak było.

Gdyby spojrzeć wstecz na lata działalności stowarzyszenia, co uważa Pani za swoje największe sukcesy? A co z perspektywy czasu zrobiłaby Pani inaczej?

Sukcesem było to, że mogliśmy przedstawić w Sejmie projekt obywatelski dotyczący dobrowolności szczepień, mimo tego, że został on od razu odrzucony, a my niemiło potraktowani. Z perspektywy czasu widzę, że ten projekt mógł trafić do tzw. „zamrażarki sejmowej”, ale wszystkie słowa, które padły wtedy publicznie, były bardzo potrzebne, żeby nasza sprawa ruszyła dalej. Więc mimo tak wielkiego oporu uważam to za sukces. Sukcesem jest też to, że zebraliśmy wszystkie te podpisy i że ten temat mógł w ogóle zaistnieć na sali sejmowej.

Kolejnym i chyba największym sukcesem jest wzrost świadomości polskich rodziców, szczególnie w okresie pandemii. Myślę, że przekroczyliśmy już masę krytyczną, skoro coraz więcej polityków przyznaje nam rację, że wybór co do szczepień powinien należeć do rodziców.

O świadomości rodziców może świadczyć np. to, że Ministerstwo Zdrowia w okresie pandemii planowało podać dzieciom od 6. miesiąca do 4. roku życia około 500 tysięcy dawek szczepionki na COVID. Ostatecznie zdecydowali się na to rodzice tylko 4 tysięcy dzieci. Widać więc, że rodzice nie ufają już systemowi, który przecież zapewniał, że to bezpieczne, skuteczne i potrzebne. Oni jednak w to nie uwierzyli i zdecydowali inaczej.

Co zrobiłabym inaczej? Zdaję sobie sprawę z tego, że popełniliśmy wiele błędów, ale nieustannie działaliśmy i nie poddawaliśmy się mimo wielu ataków medialnych i sądowych, prób skłócenia nas i odebrania nam sił. Nie żałuję tego wszystkiego. Wiem, że robimy coś, co jest dobre, potrzebne i ważne.

Co Stowarzyszenie STOP NOP proponuje w zamian jako alternatywę dla profilaktyki szczepionkowej? Jak dbać o naturalną odporność dzieci i dorosłych bez farmakologii?

Ludzki organizm ma naturalną zdolność do powracania do równowagi, tylko trzeba mu w tym nie przeszkadzać. Wszyscy potrzebujemy miłości, przestrzeni do wzrastania, rozwoju i powinniśmy sobie taką przestrzeń dawać. Potrzebujemy czystej, zdrowej żywności, aktywności fizycznej na świeżym powietrzu, przyjaznej atmosfery, miejsca, w którym będziemy mogli się regenerować.

Istotne jest to, czym się karmimy – i nie chodzi tylko o żywność, ale też naszą uwagę, negatywne informacje z mediów i internetu. Musimy zrozumieć, że rozwiązaniem, by być zdrowym, nie jest chemiczna tabletka czy lekarz, który w obecnym systemie jest przedstawicielem handlowym firm farmaceutycznych.

Dowody naukowe mówią o tym, że umieralność na wszystkie choroby, przeciw którym się szczepi, wielokrotnie zmniejszyła się dzięki innym interwencjom, takim jak wyższy poziom higieny, dostęp do czystej wody czy lepsze warunki życia, a nie dzięki chemicznej substancji w strzykawce. To wcale nie szczepionki uratowały ludzi przed masowymi zgonami.

Jak na co dzień wygląda dbanie o zdrowie i naturalną odporność w Pani rodzinie? Czy odrzucacie tradycyjne schematy farmakologiczne?

W naszej rodzinie nie używamy antybiotyków. Moje dzieci, a mam ich czwórkę, nigdy nie brały antybiotyków – nie było takiej potrzeby. Zapewne moglibyśmy żyć jeszcze zdrowiej, jeść lepiej, więcej się ruszać, ale już samo odsunięcie od siebie tej mainstreamowej medycyny powoduje, że organizm jest w równowadze.

Ja prowadzę dosyć stresujący tryb życia, ale staram się regenerować poprzez przeróżne praktyki rozwoju osobistego – bycie tu i teraz, pracę z oddechem, spacery, przebywanie na łonie natury, śpiew, słuchanie muzyki, spotkania z ludźmi. To wszystko jest profilaktyką i dbaniem o swoją równowagę oraz naturalną odporność. A gdy pojawia się jakiś problem, staram się wspierać homeopatią, medycyną chińską, ziołami i zadaję sobie pytanie, gdzie przekroczyłam swoje granice, co spowodowało obniżenie naturalnej odporności – i często znajduję odpowiedź. Są to naturalne metody, dostępne dla każdego.

Rozmawiała: Magda Adamek-Kverneland

Nota redakcyjna: Naturazdrowie.com ma charakter wyłącznie edukacyjny i nie stanowi porady lekarskiej. Redakcja dokłada wszelkich starań, aby publikowane informacje były poprawne merytorycznie, jednakże każda decyzja dotycząca leczenia powinna być skonsultowana z lekarzem. Regulamin serwisu

Tematy

Reklama

Reklama