Uleczyć człowieka, nie tylko chorobę. Jak profesor Julian Aleksandrowicz wyprzedził swoje czasy
Spis treści:
- 1. Kim był „Profesor Zdrowie”?
- 2. Trzy filary holizmu według Aleksandrowicza
- 3. 1. Psychosomatyka, czyli jedność ciała i umysłu
- 4. 2. Ekologia, czyli jesteś tym, czym żyjesz
- 5. 3. Etyka i humanizm
- 6. Dziedzictwo, które przetrwało próbę czasu
- 7. Rewolucyjny stosunek Aleksandrowicza do uzdrowicieli i znachorów
- 8. 1. Lekcja empatii, czyli czego lekarz może nauczyć się od znachora
- 9. 2. Szukanie „ziarna prawdy” w tradycji
- 10. 3. Gdzie stawiał granicę? Walka z szarlatanerią
- 11. Słynne zdanie o sile nadziei
- 12. Dlaczego to zdanie miało tak potężną siłę?
- 13. Woli być uleczonym przez znachora? Prowokacyjne motto lekarza z Krakowa
W świecie współczesnej medycyny, zdominowanym przez wąskie specjalizacje, zaawansowane technologie i algorytmy diagnostyczne, coraz częściej tęsknimy za lekarzem, który spojrzy na nas jak na całość. Kimś, kto zamiast badać wyłącznie jeden narząd, zapyta o nasz styl życia, poziom stresu, a nawet o to, co ląduje na naszym talerzu.
Tę prostą, a zarazem rewolucyjną prawdę dekady temu głosił jeden z najwybitniejszych polskich lekarzy – prof. Julian Aleksandrowicz. Legendarny krakowski hematolog, filozof medycyny i humanista, przeszedł do historii jako człowiek, który rzucił wyzwanie medycznemu redukcjonizmowi, stając się pionierem medycyny holistycznej w Polsce.
Kim był „Profesor Zdrowie”?
Julian Aleksandrowicz (1908–1988) przez lata kierował Kliniką Hematologii Akademii Medycznej w Krakowie. Choć na co dzień oglądał pod mikroskopem dramatyczne obrazy białaczek i innych ciężkich chorób krwi, jego wzrok sięgał znacznie dalej. Zauważył, że medycyna akademicka zaczyna chorować na „wąską specjalizację” – lekarze stawali się wybitnymi ekspertami od poszczególnych komórek, tracąc z oczu samego pacjenta.
Aleksandrowicz uważał, że zdrowie nie jest jedynie brakiem choroby, ale stanem dynamicznej równowagi między ciałem, umysłem a środowiskiem, w którym żyjemy. To podejście leży u podstaw holizmu (od greckiego holos – całość).
„Medycyna nie może być rzemiosłem naprawiania uszkodzonych części ludzkiego mechanizmu. Musi stać się nauką o człowieku w jego pełnym kontekście życiowym”. – prof. Julian Aleksandrowicz
Trzy filary holizmu według Aleksandrowicza
Profesor nie uprawiał magii ani nie negował osiągnięć naukowej medycyny. Wręcz przeciwnie – opierał się na faktach, ale łączył je w interdyscyplinarną całość. Jego podejście opierało się na trzech kluczowych filarach:
1. Psychosomatyka, czyli jedność ciała i umysłu
Aleksandrowicz jako jeden z pierwszych w Polsce głośno mówił o tym, że stres i emocje mają bezpośredni wpływ na układ odpornościowy. Twierdził, że przewlekły lęk, poczucie beznadziei czy tłumiony gniew mogą dosłownie zmieniać skład chemiczny krwi i predysponować do rozwoju nowotworów. W swojej klinice wprowadzał elementy muzykoterapii, dbał o psychiczną atmosferę i uważał, że słowo lekarza może leczyć równie skutecznie, jak farmakologia.
2. Ekologia, czyli jesteś tym, czym żyjesz
To właśnie profesorowi Aleksandrowiczowi zawdzięczamy pojęcie „sumienia ekologicznego”. Zauważył on uderzającą korelację między degradacją środowiska a wzrostem zachorowań na cywilizacyjne plagi.
- Alarmował z powodu chemizacji rolnictwa i niszczenia gleby.
- Szukał przyczyn białaczek w niedoborach mikroelementów.
- Jako wielki orędownik magnezu i selenu przekonywał, że niedobór tych pierwiastków w glebie i wodzie osłabia ludzkie mechanizmy obronne. To z jego inicjatywy zaczęto w Polsce popularyzować m.in. wodę bogatą w magnez oraz badano właściwości zdrowotne dolomitów.
3. Etyka i humanizm
Dla profesora pacjent nie był „przypadkiem z sali numer 5”. Był partnerem w procesie leczenia. Aleksandrowicz uważał, że lekarz pozbawiony empatii i kultury humanistycznej jest jedynie rzemieślnikiem, a nie uzdrowicielem. Podkreślał, że medycyna musi współdziałać z filozofią, socjologią, a nawet sztuką.
Dziedzictwo, które przetrwało próbę czasu
W czasach, gdy prof. Aleksandrowicz pisał swoje najsłynniejsze książki, takie jak „Sumienie ekologiczne” czy „Nie ma nieuleczalnie chorych”, wielu ortodoksyjnych naukowców patrzyło na jego rewelacje z przymrużeniem oka. Dziś, z perspektywy czasu, widzimy, jak niesamowitą miał intuicję.
Współczesna nauka – poprzez rozwój takich dziedzin jak psychoneuroimmunologia (badająca wpływ psychiki na odporność) czy epigenetyka (pokazująca, jak środowisko i dieta „włączają” lub „wyłączają” nasze geny) – krok po kroku potwierdza tezy krakowskiego profesora.
Julian Aleksandrowicz pokazał nam, że medycyna holistyczna to nie alternatywne czary-mary, ale najwyższy stopień lekarskiego wtajemniczenia. To nauka, która rozumie, że aby wyleczyć człowieka, trzeba najpierw zrozumieć świat, w którym on żyje, kocha, stresuje się i je. I o tej lekcji – w dobie wszechobecnego pośpiechu i cyfryzacji służby zdrowia – absolutnie nie wolno nam zapomnieć.
Rewolucyjny stosunek Aleksandrowicza do uzdrowicieli i znachorów

Stosunek prof. Juliana Aleksandrowicza do znachorów, uzdrowicieli i medycyny ludowej był niezwykle ciekawy, niejednoznaczny i – jak na profesora akademickiego – rewolucyjny. Nie był ani ślepym dogmatykiem, który z urzędu potępiał wszystko, co nie miało pieczątki akademii medycznej, ani naiwnym entuzjastą medycyny niekonwencjonalnej.
Jego podejście można streścić w jednym zdaniu: Zamiast walczyć ze znachorami, zbadajmy, dlaczego ludzie do nich chodzą i co sprawia, że ich metody czasem działają.
Jak profesor patrzył na ten fenomen?
1. Lekcja empatii, czyli czego lekarz może nauczyć się od znachora
Aleksandrowicz doskonale rozumiał psychologiczny mechanizm sukcesu uzdrowicieli. Zauważył, że wiejski znachor czy szeptucha często mieli dla chorego coś, czego brakowało wiecznie spieszącemu się lekarzowi w państwowej przychodni: czas, pełną uwagę i empatię.
Znachor wysłuchał całej historii życia pacjenta, potrzymał za rękę, odprawił rytuał, który dawał poczucie bezpieczeństwa i – co kluczowe – budził nadzieję. Profesor, jako pionier psychosomatyki, wiedział, że to potężne uruchomienie mechanizmu placebo i redukcja stresu, które realnie stymulowały układ odpornościowy do walki z chorobą. Mówił wprost, że medycyna oficjalna sama „pcha” pacjentów w ramiona znachorów przez swój chłód i biurokrację.
2. Szukanie „ziarna prawdy” w tradycji
Profesor uważał, że medycyna ludowa jest skarbnicą wielopokoleniowych obserwacji, z których nauka powinna czerpać. Zamiast wyśmiewać babcine sposoby, Aleksandrowicz postulował ich naukowe weryfikowanie.
Często okazywało się, że intuicyjne metody ludowe miały głęboki sens biologiczny. Przykładowo: stosowanie konkretnych ziół, okładów z borowiny czy picie wody z określonych źródeł (uznawanych za „cudowne”) okazywało się skuteczne, ponieważ dostarczało organizmowi brakujących mikroelementów – w tym tak cenionego przez profesora magnezu, selenu czy litu.
„W naukach medycznych nie powinno być miejsca na dogmatyzm. Jeśli jakaś metoda ludowa pomaga, obowiązkiem naukowca jest zbadać jej mechanizm, a nie ją potępiać”. – uważał profesor.
3. Gdzie stawiał granicę? Walka z szarlatanerią
Mimo ogromnej otwartości, Aleksandrowicz pozostawał racjonalistą i ordynatorem kliniki. Ostro potępiał:
- Żerowanie na ludzkim nieszczęściu i wyciąganie pieniędzy od ludzi nieuleczalnie chorych.
- Odwodzenie pacjentów od skutecznego leczenia akademickiego (np. namawianie do rezygnacji z operacji czy transfuzji krwi na rzecz „magicznych” mikstur).
Sądził jednak, że najlepszą formą walki z groźnym znachorstwem nie są procesy sądowe czy administracyjne zakazy, ale… podniesienie poziomu medycyny akademickiej. Twierdził, że gdyby lekarze zaczęli traktować pacjentów holistycznie (łącząc nowoczesną naukę z sercem, empatią i wiedzą o przyrodzie), zawód znachora naturalnie straciłby rację bytu.
Słynne zdanie o sile nadziei
Najbardziej znanym, wręcz legendarnym zdaniem profesora Juliana Aleksandrowicza na temat leczenia jest to, które stało się również mottem jego życia i tytułem jego głośnej książki:
„Nie ma nieuleczalnie chorych. Poznałem siłę nadziei i destrukcyjną moc rozpaczy. Zalecam trwanie przy nadziei, nigdy bowiem nie wiadomo, w której chwili i skąd może przyjść ocalenie.”
Dlaczego to zdanie miało tak potężną siłę?
W ustach ordynatora kliniki hematologii, który na co dzień patrzył na pacjentów chorych na białaczki (w tamtych czasach uznawane za wyrok śmierci), te słowa miały ogromną wagę. Profesor nie uprawiał taniego optymizmu – pisał to jako naukowiec, który dostrzegał, że:
- Psychika ma moc biologiczną: Nadzieja potrafi realnie stymulować układ odpornościowy do walki, podczas gdy rozpacz i poddanie się dosłownie paraliżują mechanizmy obronne organizmu.
- Medycyna wciąż się uczy: To, co dziś wydaje się medycznie niemożliwe, jutro – dzięki nowym odkryciom lub ukrytym siłom samoleczenia organizmu – może stać się faktem.
Woli być uleczonym przez znachora? Prowokacyjne motto lekarza z Krakowa
W kontekście metod leczenia i wspomnianego wcześniej stosunku do medycyny niekonwencjonalnej, profesor wypowiedział inne, niezwykle odważne zdanie, które zszokowało ówczesny świat lekarski:
„Gdybym miał wybierać, czy umrzeć w majestacie medycyny, czy być uleczonym przez znachora, wybrałbym to drugie.”
Tym stwierdzeniem Aleksandrowicz celowo prowokował środowisko akademickie. Chciał przypomnieć lekarzom, że nadrzędnym celem ich zawodu jest skuteczne uratowanie człowieka, a nie ślepe, biurokratyczne trzymanie się procedur w poczuciu nieomylności. Dla niego liczył się efekt – dobro pacjenta – a nie pycha medycznego establishmentu.
Więcej o humanistycznej postawie profesora oraz o tym, jak rozumiał on swoje słynne motto, dowiesz się z nagrania Nie ma nieuleczalnie chorych – prof. Julian Aleksandrowicz, które przybliża jego rewolucyjne podejście do pacjenta i medycyny.
Fotografia główna – źródło: IPN, projekt Archiwum Pełne Pamięci



