W świecie, który nieustannie od nas czegoś wymaga, a media społecznościowe kreują nierealne wzorce, coraz trudniej zachować równowagę i poczucie własnej wartości. W rozmowie pełnej szczerości i refleksji, modelka i dziennikarka Ewa Pacuła opowiada o tym, czym dziś jest dla niej dobrostan, jak radzi sobie ze stresem, dlaczego natura jest jej największym sprzymierzeńcem i jak dba o ciało oraz emocje — w pełni, naturalnie i bez presji perfekcji.
Co definiuje Pani jako dobrostan?
Dobrostanem jest dla mnie poczucie szczęścia. Oczywiście ta definicja zmieniała się z wiekiem, bo na dobrostan składa się wiele rzeczy. Mnie poczucie szczęścia daje to, że nic nie muszę, że mam czas dla rodziny, że nie muszę — tylko chcę. To jest dla mnie poczucie sukcesu. To, że mam stabilizację finansową, którą sobie przez lata wypracowałam, a także to, że mam zdrowie, o które dbam od dawna. Również szczęście i zdrowie dzieci, rodziny oraz wspólnie spędzony czas dają mi ogromne poczucie szczęścia — takiego, którego nie jest w stanie dać żadna praca ani żaden kontrakt.
Pani praca jest z pewnością pełna wyzwań i stresów. Jakie ma Pani sposoby na odreagowanie stresu?
Mam swoje rytuały na odstresowanie, a najważniejszym z nich jest sport. W moim życiu było dużo stresu, a sport wręcz uratował mnie przed trafieniem na kozetkę psychologa czy psychiatry. Bardzo lubię ćwiczenia na sali w grupie, lubię też wsiąść na rower i pojechać do Kampinosu. To pomaga mi przewietrzyć głowę i wracam dużo szczęśliwsza, spokojniejsza. Kocham też masaże klasyczne, które usuwają wszystkie napięcia w ciele.
Kocham naturę — codziennie wychodzę na spacer i podziwiam to, co wokół mnie rozkwita. Zwracam uwagę na drobne rzeczy. Pochodzę z Roztocza, gdzie natura jest jeszcze niezadeptana przez człowieka. Są tam naturalne puszcze, lasy, wodospady, szumy rzek — przepiękne miejsca. Przebywanie w naturze bardzo mnie relaksuje. Daje mi spokój i wytchnienie. Tam mogę zamknąć oczy i usłyszeć lepiej siebie.
Czy obecność stresowych sytuacji uważa Pani za coś, co nas kształtuje i wzbogaca, czy jednak bardziej przygniata psychicznie?
W pierwszej chwili, kiedy stres na mnie spada, jest to dla mnie uczucie przygniatające. Ale ponieważ jestem zadaniowcem, nie wpadam w panikę — krok po kroku robię to, co trzeba zrobić, żeby z tego wyjść. Oczywiście problemy nas czegoś uczą i rozwijają. Może nie widzimy tego na początku, gdy jesteśmy podłamani, ale z czasem możemy to przekuć na sukces. Ja wyciągnęłam wiele lekcji z takich trudnych sytuacji — lekcji, które dotyczyły nie tylko mnie, ale całej rodziny. Przykładem jest choroba dziecka, bo w takiej sytuacji choruje cała rodzina i cała rodzina uczy się, jak z tym żyć.
W zawodzie modelki i dziennikarki ciało jest narzędziem pracy. Co robi Pani, aby pięknie wyglądać?
Dobry wygląd to dobre samopoczucie. Mam swoje rytuały pielęgnacyjne, które są dla mnie bardzo ważne. Zacznę od kosmetyki — podstawą jest dokładne oczyszczanie skóry z makijażu. To naprawdę ma znaczenie. Jeśli zostawimy makijaż na noc, następnego dnia skóra jest zmęczona. Pielęgnacja jest tu kluczowa: oczyszczanie i nawilżanie. Raz na jakiś czas stosuję dobry peeling, żeby usunąć martwy naskórek — wtedy twarz jest bardziej świetlista. Należy też zadbać o odpowiednią ilość snu. No i stres — on ogromnie wpływa na wygląd.
Także ćwiczenia fizyczne mają ogromne znaczenie. Warto choćby spacerować, jeśli organizm nie pozwala na cięższe aktywności. Dla mnie pilates jest najlepszą formą ruchu — dzięki niemu moje ciało bardzo się wzmocniło. To fantastyczne ćwiczenia dla każdego, które można modyfikować i dopasować indywidualnie. Ważna jest też dieta i jakość spożywanych produktów. Jeśli zjemy fast food, następnego dnia będzie to widać na skórze; jeśli zjemy coś zdrowego, ekologicznego — ciało nam podziękuje.
Czy ma Pani poranne i wieczorne rytuały dla zdrowia?
Mój poranek wygląda dość intensywnie, bo mam dzieci, które zbieram do szkoły, i małego psa — więc jest co robić. Natomiast zawsze rano piję letnią wodę, czasami z cytryną. Po odwiezieniu dzieci wracam do domu, dopiero wtedy mam czas na kawę, a potem około południa jem delikatne śniadanko — owoce lub coś zdrowego. Wieczorem lubię dobrą herbatę, szczególnie zimą — aromatyczne, rozgrzewające mieszanki z goździkami, miodem, pomarańczą, imbirem.
Czy w Pani domu przy infekcjach stosujecie naturalne specyfiki?
Tak, czasami robię dzieciom inhalacje z ziół i delikatnych olejków eterycznych. Albo nakrapiam olejek na poduszkę. Bardzo lubię pić zioła, kiedy jestem przeziębiona. Uważam, że zioła są ciągle niedoceniane, a przecież to skarbnica zdrowia przekazywana z pokolenia na pokolenie — powinniśmy korzystać z ich dobrodziejstw.
A jeśli chodzi o dbanie o urodę — czy preferuje Pani naturalne kosmetyki?
Przez lata miałam możliwość wypróbowania naprawdę wielu kosmetyków i bardzo lubię marki apteczne. Uważam, że są najlepiej przebadane, a ich składniki często bogatsze niż te w kosmetykach drogeryjnych. Oczywiście od czasu do czasu używam produktów luksusowych, kiedy skusi mnie reklama — i to też jest dobre, bo skóra nie lubi monotonii, więc dobrze jest zmieniać kosmetyki.
Jakie życiowe motto pomaga Pani zachować równowagę?
Kto mnie zna, ten wie, że jestem bardzo pozytywną osobą. Moje motto to: być dobrym człowiekiem. Starać się być życzliwym — nawet wobec niemiłych osób. Bo dobro wraca. Staram się wysyłać światu dobro i mam nadzieję, że ta energia wróci do mnie, prędzej czy później. Staram się pomagać zawsze, kiedy tylko mam taką możliwość.
Co dodaje Pani najwięcej inspiracji i siły?
Wbrew pozorom najbardziej motywują mnie trudne sytuacje — te, które wyrzucają mnie ze strefy komfortu. Wtedy muszę myśleć kreatywnie i działać. W takich momentach pojawia się mnóstwo nowych pomysłów, które często niosą ze sobą największe zmiany.
Co poradziłaby Pani kobietom przytłoczonym wzorcami perfekcji promowanymi w mediach społecznościowych?
To straszne, że wszyscy patrzą na te poprzerabiane zdjęcia i porównują się do nich. Moim zdaniem to jest całe zło. Nastolatki, a nawet małe dzieci widzą ten świat iluzji i nie wiedzą, że te osoby naprawdę tak nie wyglądają. Uważam, że wszyscy jesteśmy piękni, bo jesteśmy różnorodni.
W medycynie estetycznej jest obecnie trend powrotu do naturalności — odejścia od wielkich wypełniaczy w ustach i policzkach, które zawsze były dla mnie obrzydliwe. Zaczynamy znowu odnajdywać siebie. Przez pewien czas wszystkie dziewczyny wyglądały tak, jakby miały tych samych rodziców. Teraz widzimy kobiety, które przestają farbować siwe włosy, wracają do naturalności. Jestem przeszczęśliwa, kiedy widzę takie osoby, które mają odwagę pokazać siebie takimi, jakie są.
W życiu kobiety przychodzi moment menopauzy — dla wielu to duże wyzwanie.
To ogromne wyzwanie: zmiana hormonalna, zmienia się ciało, myślenie, czasem pojawia się przygnębienie. Wtedy trzeba zadbać o siebie holistycznie — ćwiczenia, odpowiednia dieta, zdrowe nawyki. To bardzo ważny etap w życiu. Istotne jest też wsparcie partnera i rodziny.
A jak Pani sobie poradziła?
Miałam wsparcie rodziny, a jak zawsze — uratował mnie sport. Kiedy spada potencjał, libido, poczucie własnej wartości, kiedy czujemy, że nie jesteśmy już wystarczająco piękne (co jest bzdurą, oczywiście tylko w naszych głowach) — sport pomaga „przywrócić głowę do pionu”. Niestety my, kobiety, często wyszukujemy w sobie niedoskonałości i same siebie dołujemy. Aktywność fizyczna naprawdę pomaga poczuć się lepiej.
Korzysta Pani z medycyny estetycznej czy jest jej przeciwniczką?
Uważam, że medycyna estetyczna ma plusy i minusy. Pewne rzeczy działają, a inne powinny zostać zakazane, bo są zwykłym oszustwem. Na trądzik i niedoskonałości bardzo dobrze działają lasery. Dostępny jest też delikatny mikrobotoks, który redukuje zmarszczki na czole i wokół oczu, ale pozwala zachować mimikę. Natomiast są zabiegi, które w ogóle nie działają — i nie ma sensu ich robić. Jestem przeciwniczką wypełniaczy, które zmieniają rysy twarzy. Wtedy zatracamy siebie i swoją naturalność. Poza tym wypełniacz może się przemieścić i nas oszpecić.
Co może Pani polecić kobietom, aby mogły poczuć się lepiej?
Przede wszystkim — musimy się ruszać. Żaden kosmetyk nie zadziała tak, jak endorfiny po ćwiczeniach. Kolejna rzecz: dobra pielęgnacja. Odpowiednie oczyszczenie twarzy (i spłukanie płynu micelarnego wodą!), potem nawilżenie. Po kąpieli — zawsze balsam do ciała, nigdy nie zostawiamy suchej skóry.
A do tego: przestańmy się porównywać z innymi. To nie ma sensu. Musimy pokochać nasze ciało, bo ono nam dzielnie służy. Ja po każdych ćwiczeniach dziękuję swojemu ciału, że dało mi możliwość wykonania tego, co zaplanowałam. Patrzę na siebie w lustrze i dziękuję, że jestem, że żyję w zdrowiu. Trzeba się cieszyć z tego, co mamy i doceniać drobne rzeczy.