Strona główna » Zofia Zborowska-Wrona: Szacunek do każdej żyjącej istoty zaczyna się w domu
Gwiazdy o zdrowiu Wywiady

Zofia Zborowska-Wrona: Szacunek do każdej żyjącej istoty zaczyna się w domu

Zofia Zborowska Wrona 990x556

Nie podąża za modami ani nie mierzy szczęścia liczbą luksusowych przedmiotów. Największą wartość odnajduje w prostych chwilach – we własnym ogrodzie, wśród śpiewu ptaków i dojrzewających za oknem owoców. Aktorka Zofia Zborowska-Wrona w rozmowie z „Naturą i Zdrowiem” opowiada o swoim azylu pod Warszawą, który tworzy razem z mężem, dwiema córkami i ukochanymi psami adoptowanymi ze schronisk. Aktorka i zaangażowana obrończyni zwierząt zdradza, dlaczego sen uważa za największy luksus, jak uczy dzieci szacunku do każdej żywej istoty – od pająka po psa – oraz dlaczego autentyczność pozostaje dla niej najważniejszą życiową zasadą.

Od jakiegoś czasu Twoim azylem jest dom pod Warszawą. Na ile ta zmiana otoczenia wpłynęła na Twój rytm dnia i wewnętrzny spokój? Czy czujesz, że „oddech” Natury zmienił Twoje priorytety?

Od zawsze lawirowałam między życiem w totalnym centrum miasta a życiem na łonie Natury. Jeszcze 10 lat temu spędzałam połowę mojego czasu na Kaszubach, gdzie resetowałam moją głowę od obowiązków zawodowych. Dziś ten reset odnajduję w swoim domu, ogrodzie czy nawet w pokoju dziewczynek. Czasem siadam tam, sprzątam i czuję tak ogromną wdzięczność za to, że je mam. Ale ja generalnie jestem typem osoby, która łatwo się wzrusza. Tak, mój dom to mój azyl, ale nie byłby on nim, gdyby nie mój mąż, dziewczynki i nasze kochane Fujary (czyli adopcyjne kundelki: Krysia i Kazik). Jestem w dobrym miejscu jako kobieta, mama i żona. Mam spokojną głowę, a to przenosi się na każdy inny aspekt mojego życia.

Czym dla Ciebie jest bliskość Natury? Jakie formy odpoczynku możesz wymienić jako swoje ulubione?

Bliskość Natury jest dla mnie absolutną podstawą. Nie wyobrażam sobie wrócić do mieszkania w bloku.

To, że codziennie słyszę śpiew ptaków za oknem, że moje córeczki mają swój własny świat w ogrodzie, że mamy sześć drzew owocowych za oknem – jest dla mnie największym luksusem. Nie żadne torebki czy buty.

Jesteś znana z tego, że zwracasz uwagę na składy produktów i ekologiczne rozwiązania. Co składa się na Twoje dobre nawyki „dla planety” w rodzinnym domu?

Zofia Zborowska z rodzina

Czytanie składów to chyba już taka podstawa, prawda? To samo dotyczy segregowania śmieci. Mamy wielką szufladę w kuchni, gdzie są pochowane kosze na papier, plastik, szkło oraz odpady bio. Jeśli natomiast mówimy o jedzeniu – to jest coś, co ma na pierwszym, drugim czy nawet piątym miejscu – cukier w składzie raczej nie widnieje u nas na półkach. Staramy się jeść prosto, czasem może przez to wydaje się, że nudno, ale przynajmniej zdrowo.

Bardzo pomaga nam w tym nasza kochana niania, która jest mistrzynią pysznych i szybkich zup. Żywność zdrowa to żywność świeża, sezonowa, jak najmniej przetworzona, czyli jak kupujemy twaróg to tłusty, jeśli mleko to normalne. Chociaż sami produkujemy również swoje roślinne napoje z płatków owsianych czy orzechów. Wychodzą przepyszne, a frajda jest przy tym, że ho ho… Raczej nie kupujemy jedzenia w puszkach, wodę pijemy z kranu, a jeśli ktoś ma ochotę na gazowaną – to mamy do tego odpowiedni sprzęt. Soki to u nas prawdziwa rzadkość, a napoje słodzone czy gazowane raczej nie są używane. Chemia domowa od wielu lat – ale tylko ekologiczna! Nie wiem czy wymieniłam już wszystko (śmiech).

Od lat nie jadasz mięsa. Jak była Twoja motywacja do tego sposobu odżywiania? Jak ewoluowało Twoje podejście do diety wegetariańskiej. Czy cała Twoja rodzina jest wege?

To prawda mięsa nie jem już chyba z 12 lat… a może więcej? Nie wiem, przestałam liczyć. Przed ciążami byłam weganką, ale niestety przez brak odpowiedniej wiedzy nabawiłam się srogiej anemii więc w trakcie pierwszej ciąży wróciłam do jedzenia nabiału, a w połogu zaczęłam jeść ryby. Czy mam z tego powodu wyrzuty sumienia? Tak. Może, jak dziewczynki podrosną, a ja będę miała więcej czasu dla siebie, to wrócę do weganizmu. Andrzej jada mięso, ale dużo rzadziej niż wtedy kiedy był singlem (śmiech). Dziewczynki jedzą mięso tylko ekologiczne. Przeważnie w zupach. Ale częściej jednak są to ryby. Starsza córka (4,5 roku) zapytała mnie ostatnio, czy „mięsko rośnie na drzewie?”. Dyplomatycznie odpowiedziałam, że nie i dodałam, że mięsko to zwierzątka i że ja np. nie jem mięska, ale tata już tak. Córka słuchała, ale nie podjęła tematu. Myślę, że może to być dla niej za wcześnie, ale na pewno czeka nas taka rozmowa w bardziej rozbudowanej wersji już niebawem.

Jakie są Twoje ulubione „superfoods” i sprawdzone, naturalne, ziołowe, tradycyjne metody na wzmocnienie odporności u Ciebie i bliskich?

Mam ulubioną mieszankę ziół na przeziębienie, którą zdradziła mi moja koleżanka, pilnujemy suplementacji, jak w domu ktoś zaczyna mieć katar, to unikamy nabiału i włączamy do diety kaszę jaglaną. Nie wiem, czy mam jakieś swoje ulubione super food – po prostu staram się jeść zdrowo i sezonowo każdego dnia.

Jesteś ambasadorką adopcji zwierząt, a Twoja więź z ulubioną suczką Wiesią otworzyła oczy wielu osobom na adopcję psów. Czy w Waszym domu pojawiły się jeszcze jakieś inne zwierzęta? Co możesz powiedzieć na zachętę tym, którzy rozważają adopcję zwierzaka?

Jeszcze jak żyła Wiesia zaadoptowaliśmy ok. 4-miesięczną Krysię, która miała urwany fragment swojej malutkiej łapki. Była obrazem nędzy i rozpaczy. Gdy Wiesia odeszła, mieliśmy tak strasznie złamane serca, że nawet nie myśleliśmy o prędkiej adopcji, ale dostałam zdjęcie Kazika od Magdy (właścicielki fundacji „Mikropsy”, wtedy jeszcze Kasztana) i zakochałam się od razu. Tak samo Nadzia i Andrzej. To pies przylepa, plasterek na złamane serce. Nigdy nie kupiłam psa i nigdy nie zamierzam tego zrobić. Świadoma i przemyślana adopcja to najlepszy pomysł na świecie.

Czy uważasz, że dorastanie wśród czworonogów to klucz do budowania wrażliwości u dzieci?

Oczywiście, że tak. Zarówno Nadzia, jak i Jasia, od pierwszego dnia swojego życia są otoczone swoimi „psyjaciółmi”. Kiedyś była to nasza kochana Wiesia, dziś jest z nami Krysia i Kazik. Nie wiem, ile tysięcy razy wypowiedzieliśmy zdanie: „delikatnie, ostrożnie, to twoja przyjaciółka/twój przyjaciel”. Od dziecka uczę też dziewczynki, żeby nie straszyły ptaków, nie goniły za kotami czy nie deptały robaków – niby takie mało znaczące rzeczy, ale według mnie pozwala to nauczyć szacunku do każdej żyjącej istoty. Jak znajdujemy pająka, to też przenosimy go, aby swobodnie wypuścić do ogrodu, a nie zabijamy kapciem.

Zofia Zborowska

Jak zmieniło się Twoje postrzeganie dbania o siebie, odkąd zostałaś mamą dwójki dzieci? Czy udaje Ci się znaleźć moment na regenerację w tym intensywnym czasie?

Świetne pytanie. Dla mnie absolutnym szczytem dbania o siebie jest sen. I to właśnie to stawiam na pierwszym miejscu. Kolejnym punktem jest wypicie odpowiedniej ilości wody dziennie. Bez wody daleko nie zajdziemy. Papierosów nie palę już od lat, z alkoholu natomiast zrezygnowałam stosunkowo niedawno i świetnie się z tym czuję – nie planuję do tego wracać. Kolejnym punktem to work-life balance, czyli zachowanie zdrowej relacji między życiem zawodowym a prywatnym. Bardzo o to dbam. Na koniec dodam, że mam ogromne szczęście, bo moja przyjaciółka ma swoją klinikę „Beauty Place” i wykonuje mi nieinwazyjne zabiegi na ciało i twarz. Jak tylko mam czas, to oddaje się w jej ręce. Uważam, że każda mama powinna dostać taki pakiet zabiegów od swoich bliskich.

Zapomniałabym jeszcze o pielęgnacji: jak nie muszę, to się nie maluję. Ale zawsze mam nałożony na skórę filtr SPF 50. I nie ma szans, żebym położyła się spać bez umycia twarzy. Pielęgnacja wieczorna obejmuje też: wodę różaną, serum, krem pod oczy i spatki.

Jakie najważniejsze, życiowe lekcje, które odebrałaś w swoim rodzinnym domu, starasz się teraz zaszczepić w swoich córkach?

Dużo śmiechu, uśmiechu i dystansu do życia. A także to, żeby każdego traktować z takim samym szacunkiem. To samo dotyczy zwierząt, ale o tym już mówiłam wcześniej.

Pokazujesz życie bez filtra, z jego blaskami i cieniami. Czy ta autentyczność to Twój sposób na przeciwstawienie się sztuczności w świecie wyidealizowanych mediów społecznościowych?

Aktorka z mezem

Chyba nie, ja po prostu taka właśnie jestem. Nie maluję się na co dzień, więc nie rozumiem dlaczego miałabym to robić specjalnie pod kątem mediów społecznościowych. A poza tym ja zawsze byłam bardzo szczerą osobą, więc wchodzenie w odgrywanie swojej rzeczywistości, stworzonej na potrzeby bardziej sugestywnej autoprezentacji byłoby dla mnie niemożliwe. Za dużo zachodu.

Jak udaje Ci się godzić dynamiczny świat showbiznesu z potrzebą spokoju i życia w duchu „slow”?

Jesteśmy dobrze zgraną ekipą i nie mówię tu tylko o sobie, moim mężu i naszych córeczkach, ale także o niani i babciach. Gdyby nie one, byłoby nam zapewne znacznie ciężej. Niech żyją babcie: Marysia i Hania oraz nasza niania.

Rozmawiała: Magda Adamek-Kverneland

Nota redakcyjna: Naturazdrowie.com ma charakter wyłącznie edukacyjny i nie stanowi porady lekarskiej. Redakcja dokłada wszelkich starań, aby publikowane informacje były poprawne merytorycznie, jednakże każda decyzja dotycząca leczenia powinna być skonsultowana z lekarzem. Regulamin serwisu

Tematy

Reklama

Reklama