Paweł Nastula: ruch jest dla dzieci tak samo ważny jak nauka
O rolę aktywności fizycznej zapytaliśmy Pawła Nastulę, złotego medalistę olimpijskiego w judo, trenera i właściciela klubu sportowego. Paweł Nastula został ambasadorem Kampanii „Powrót do Natury”.
Panie Pawle, co skłoniło Pana do decyzji, aby zostać ambasadorem Kampanii „Powrót do Natury”?
Tym powodem były cele kampanii. Została ona tak pomyślana, aby naturalnymi metodami i sposobami, poprzez bliską styczność i integrację z naturą, dbać o siebie w zdrowy i zharmonizowany sposób. Mowa jest także o roli aktywności fizycznej i na nią kładzie się duży nacisk. Przede wszystkim w odniesieniu do osób starszych i najmłodszych, do dzieci i dorastającej młodzieży. Te wszystkie aspekty są bardzo istotne i potrzebne. Nasz styl i sposób życia, to w jaki sposób się odżywamy, czy prowadzimy aktywny czy siedzący tryb życia, uprawiamy jakiś sport lub zaniechujemy takich czynności, odzwierciedla stan naszego zdrowia. Jeśli nie w danym momencie, bo np. jesteśmy bardzo młodzi, to z pewnością nastąpi to za jakiś czas. Kampania spodobała mi się, bo propaguje zdrowy styl życia i umożliwia utrzymanie tego dobrostanu bez względu na wiek. Wszystko, co wiąże się ze zdrowiem i jego utrzymaniem ma sens. Jako były zawodowy sportowiec, a obecnie trener wiem doskonale, ile trzeba włożyć wysiłku i determinacji, aby osiągać sukcesy na tym polu, oraz jak zgubny wpływ ma na nasz organizm alkohol, papierosy, wszelkie używki. Zdrowy styl życia to również brak alkoholu, papierosów i innych używek. Do wszystkiego trzeba podchodzić z umiarem i rozsądkiem. Starzejemy się każdego dnia, przybywa nam lat, ale każdy z nas robi to inaczej, starość to wypadkowa naszych przyzwyczajeń i nawyków, sposobu odżywiania się, myślenia, reagowania, wreszcie obecności ruchu bądź jego braku.
No właśnie, jaką rolę odgrywa ruch, aktywność fizyczna? Zwłaszcza u dzieci i młodzieży? Na co należy zwracać uwagę? Czego być świadomym?
Ruch, aktywność fizyczna są dla dzieci fundamentalne w prawidłowym rozwoju, niestety my rodzice często o tym zapominamy. Podam przykład z dnia wczorajszego, przez przypadek natrafiłem w telewizji na rozmowę dotyczącą roli ruchu i tego, jak drastyczna jest to sytuacja w Polsce. Pewien mądry człowiek doktor zaproponował, aby w ramach przeciwdziałania brakowi ruchu u dzieci, wprowadzić eksperyment polegający na tym, by kilometr bądź jakieś 800 metrów przed szkołą wysadzać swoje dzieci i kazać im dalej iść pieszo pod byle pretekstem. Możemy powiedzieć, że zespół się samochód, zabrakło benzyny w baku, aby dzięki temu zmuszać je do jakiejkolwiek aktywności, chociażby takiego krótkiego spaceru czy marszu. Aby samodzielnie zaczęły chodzić. Dotyczy to zwłaszcza tych dzieci, które nie mają żądnych zajęć ruchowych poza lekcjami gimnastyki. Istnieją oczywiście grupy dzieci zaangażowane w treningi, uprawianie jakiejś dyscypliny sportu, ale większość dzieci w szkołach nie ma w ogóle takich zajęć. Nie robią nic, aby zadbać o swoją kondycję fizyczną. Rodzice ich jeszcze bardziej utwierdzają w słuszności takiej postawy. Dbają o szereg zajęć, lekcji dodatkowych, korepetycji, zajeć poza szkolnych, by rozwijać intelekt dziecka, ale to wszystko odbywa się kosztem zajęć ruchowych, o sporcie nie wspominając. Dzieci są odłożone książkami, uczą się i pracują przed komputerem i coraz rzadkiej zagadają na podwórko. Rodzicom się wydaje, że tak powinno być, że t prawidłowa droga wiodąca do sukcesów w szkole, a później w pracy. Powiem zdecydowanie, że to błąd. Brak adekwatnego ruchu w dzieci, zaniedbania pod tym kątem odbiją się w późniejszym życiu. Wadami postawy, niedorozwojem mięśniowym, znacznie słabszym rozwojem fizycznym itd. Żyjemy w takich czasach, że poruszamy się samochodami, a nasze pociechy są dowożone do szkoły, najlepiej pod same drzwi.
Jak wyglądało to u Pana w okresie dzieciństwa? Miał Pan daleko do szkoły, chodził pan pieszo czy był podwożony?

W szkole podstawowej mieszkałem blisko szkoły, mieszkałem na parterze, więc bez trudu mogłem wyskakiwać przez okno, do szkoły miałem 50 metrów do przejścia. Natomiast już na zajęcia judo musiałem samodzielnie dotrzeć, a wyglądało to tak, że szedłem pieszo na tramwaj, przejeżdżałem odpowiednią trasę, wysiadałem z tramwaju i dalej szedłem pieszo do klubu. To była moja regularna dawka ruchu. Jako rodzice zapominamy o wielu rzeczach, o aktywności fizycznej także, a to my jesteśmy odpowiedzialni za swoje dzieci, za to, czy są one zdrowe.
Jak zmienić taką sytuację, co można zrobić?
Sądzę, że ważne są takie właśnie kampanie społeczne jak państwa działanie, zakrojone na szeroką skalę, adresowane i do dzieci, i do rodziców. Tutaj trzeba zadbać o wzrost świadomości rodziców, to oni są najistotniejsi w dokonywaniu konstruktywnych i pozytywnych zmian. Wiem jak funkcjonuje to w naszym klubie. Z rodzicami dzieci, które trenują u nas judo mamy kontakt znikomy, rodzice są bardzo zabiegani i zajęci, przywożą swoje dziecko na trening i odjeżdżają, a dziecko po swoich zajęciach albo wraca samo do domu, albo czeka na przyjazd rodzica, wsiada do samochodu i wraca do domu. Rodzice z nami, trenerami się nie kontaktują, jeżeli nie zaistnieją jakieś szczególne ku temu powody. Podobnie jest chyba w szkole. Warto podkreślać w komunikatach adresowanych do rodziców, że ruch i aktywność fizyczna jest równie ważna jak rozwój intelektualny dziecka. Dziecko, które ma odpowiednią dawkę ruchu w ciągu dnia, uprawia sport, jest aktywne fizyczne, lepiej się uczy, jest sprawniejszy w szkole intelektualnie, lepiej przyswaja wiedzę. Jest to udowodnione naukowo. Takie dzieci lepiej zapamiętują nowe wiadomości, lepiej się koncentrują, chętniej się uczą. Nie mam na myśli w tej chwili sportów wyczynowych, wyczynowego uprawiania np. judo, ale takie formy aktywności i ruchu dostoswane do wszystkich dzieci, i tych szczupłych i grubszych, i mniej sprawnych fizycznie i bardziej sprawnych. Takie formy aktywności powinny być preferowane w szkołach w celu zaktywizowania uczniów. W szkołach odbywają się różne treningi i ćwiczenia, ale są one zajęciami dodatkowymi, prowadzi się w całej Polsce treningi z judo, najwięcej jest ich w szkołach warszawskich, sami je również jako klub prowadzimy, ale nie obejmują one wszystkich dzieci. Nie wszystkie dzieci, a zwłaszcza dziewczynki są zainteresowane uprawianiem sztuk walk.
Zatrzymajmy się na chwilę na pana klubie sportowym judo, czy liczba dzieci zapisujących się na treningi statystycznie wzrasta czy maleje z roku na rok?
Raczej wzrasta, dzieciaki są zainteresowane uprawianiem sztuk walk. Mamy u siebie dwie kategorie dzieci i młodzieży, tych, którzy rokują uprawianie judo sportowo, wyczynowo i tych, który nigdy nie staną na olimpijskim podium, nie mają takich predyspozycji, ale w tej grupie szalenie satysfakcjonujące jest obserwowanie, jak te dzieci się zmieniają pod wpływem regularnych treningów. Jak z roku na rok stają się silniejsi fizycznie, sprawniejsi, zdrowsi. Przez pewien okres czasu zauważyliśmy z żoną, iż do klubu zapisują się dzieci z problemami zdrowotnymi, z wadami postawy, trafiali do nas kierowani przez lekarzy. Lekarze reklamowali judo jako sport sprzyjający wielokierunkowemu rozwojowi, a przy okazji pomagający korygować i naprawiać wady sylwetki. To były bardzo ciekawe doświadczenia. Teraz mamy takich przypadków znacznie mniej. Jako klub sportowy chcielibyśmy mieć jak najwięcej zawodników judo, z którymi możemy jeździć na zawody, którzy będą wygrywać medale, taki odsetek naszych podopiecznych wynosi około 3%. Niemniej każdego dnia mamy niezwykłą satysfakcję z osiągnięć dzieci znacznie słabszych fizycznie. Z wieloma naszymi adeptami judo, którzy przychodzą na treningi dla siebie, mamy wieloletnie kontakty. To szalenie miłe i budujące.
Rozmawiała dr Małgorzata Musioł



