Strona główna » Lex Szarlatan: ochrona pacjentów czy cios w uczciwych naturopatów? cz. 1
Holistycznie o Zdrowiu ZDROWIE

Lex Szarlatan: ochrona pacjentów czy cios w uczciwych naturopatów? cz. 1

lex szarlatan

4 lipca 2026 roku Sejm uchwalił nowelizację ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, potocznie zwaną „lex szarlatan”. Za przyjęciem ustawy głosowało 232 posłów, przeciw było 34, a aż 162 wstrzymało się od głosu — ten rozkład głosów sam w sobie pokazuje, jak podzielone jest środowisko polityczne wokół tej regulacji. Ustawa trafiła teraz do Senatu, a docelowo na biurko prezydenta. Nowe przepisy mają wejść w życie 1 września 2026 roku.

O co chodzi w ustawie?

Nowelizacja przyznaje Rzecznikowi Praw Pacjenta (RPP) nowe kompetencje: możliwość prowadzenia postępowań w sprawach tzw. „praktyk pseudomedycznych”, wydawania decyzji nakazujących ich zaniechanie, publikowania ostrzeżeń publicznych oraz nakładania kar finansowych sięgających nawet miliona złotych. Po wejściu przepisów w życie żaden podmiot nie będzie mógł udzielać świadczeń zdrowotnych bez wpisu do Rejestru Podmiotów Wykonujących Działalność Leczniczą.

Rzecznik Rządu i Ministerstwo Zdrowia przekonują, że ustawa nie zakazuje ziołolecznictwa, kosmetologii, podologii, jogi ani masażu, a uderza wyłącznie w sytuacje, w których niesprawdzonym metodom przypisuje się bezpodstawnie działanie lecznicze albo gdy ich promowanie zniechęca chorych do podjęcia konwencjonalnego leczenia.

Problem w tym, że sama definicja „praktyk pseudomedycznych” (art. 1 pkt 12 projektu) jest — zdaniem krytyków — na tyle szeroka i nieostra, że w praktyce może objąć znacznie więcej niż tylko oszustów podszywających się pod lekarzy.

Dlaczego środowisko naturopatów mówi „nie”

Polska Izba Gospodarcza Naturopatów (PIGN) od miesięcy ostrzega, że projekt w obecnym kształcie godzi nie tylko w oszustów, ale w całe legalnie działające branże. Izba wskazuje na kilka kluczowych zagrożeń:

Zbyt szeroka i uznaniowa definicja. Zdaniem PIGN w kategorii „praktyk pseudomedycznych” może się znaleźć praktycznie każdy zielarz, dietetyk, masażysta, a nawet autor artykułu internetowego o domowych sposobach radzenia sobie z dolegliwościami. To, jak szeroko definicja zostanie zinterpretowana, zależeć będzie w dużej mierze od uznania samego Rzecznika — a to rodzi ryzyko arbitralności.

Zagrożenie dla wolności wypowiedzi. Zapis umożliwiający sankcjonowanie „dezinformacji medycznej” budzi obawy o cenzurę prewencyjną. Środowisko wskazuje, że osoba dzieląca się wiedzą na temat np. fitoterapii, oparta na doświadczeniu i publikacjach naukowych, może zostać ukarana, jeśli jej opinia nie będzie zgodna z oficjalnym stanowiskiem resortu zdrowia.

Ryzyko likwidacji całych zawodów. Izba obawia się, że nowe przepisy mogą doprowadzić do masowej likwidacji działalności gospodarczych związanych z naturopatią, dietetyką czy terapią naturalną, a co za tym idzie — do wzrostu bezrobocia. PIGN szacuje potencjalne straty budżetowe nawet na 500 milionów złotych rocznie.

Ograniczenie wyboru pacjenta. Przeciwnicy ustawy podnoszą argument, że dorośli, świadomi pacjenci powinni mieć prawo wyboru metod leczenia — również tych niekonwencjonalnych — a państwo nie powinno decydować za nich, zwłaszcza w sytuacjach, gdy nauka wciąż bada skuteczność wielu metod komplementarnych.

Jak podkreślają przedstawiciele Izby, projekt powstał w reakcji na pojedyncze, nagłośnione medialnie przypadki nadużyć, które nie dotyczyły działalności naturopatów jako środowiska — a mimo to konsekwencje regulacji mają objąć całą branżę.

Jakie konsekwencje czekają branżę?

Jeśli obawy środowiska się potwierdzą, skutki dla uczciwie działających praktyków i przedsiębiorców mogą obejmować:

  • Kary finansowe do miliona złotych za praktyki uznane przez RPP za pseudomedyczne — nawet jeśli dana osoba działała w dobrej wierze i w ramach legalnie prowadzonej działalności.
  • Obowiązkową rejestrację w Rejestrze Podmiotów Wykonujących Działalność Leczniczą jako warunek prowadzenia jakiejkolwiek działalności związanej ze świadczeniami zdrowotnymi.
  • Ryzyko publicznych ostrzeżeń wydawanych przez Rzecznika, które mogą trwale zaszkodzić reputacji i działalności gospodarczej, zanim sprawa zostanie rozstrzygnięta w sposób ostateczny.
  • Ograniczenie swobody publikacji treści dotyczących ziołolecznictwa, suplementacji czy metod naturalnych, jeśli zostaną one zakwalifikowane jako „dezinformacja medyczna”.
  • Niepewność prawną wynikającą z nieostrej definicji pseudomedycyny — wielu przedsiębiorców może zawiesić lub ograniczyć działalność prewencyjnie, obawiając się sankcji.

Eksperci prawa medycznego, tacy jak mec. Katarzyna Sójka, zwracają uwagę, że kluczowe dla oceny realnego wpływu ustawy będzie doprecyzowanie zakresu kompetencji RPP oraz stworzenie niezależnego mechanizmu odwoławczego — bez tego branża pozostaje w stanie niepewności.

Cannabis legalization concept created with generative ai technology 1024x567

Argumenty strony rządowej

Dla rzetelności trzeba jasno przedstawić również racje stojące za ustawą — bo są one poważne i wynikają z konkretnych, udokumentowanych przypadków.

Realne ofiary śmiertelne. Podczas prac sejmowych posłanka Marta Golbik (KO) przywołała opisywany przez dziennikarza Michała Janczurę przypadek mężczyzny z wykształceniem gimnazjalnym, który podawał się za ginekologa i wykonywał zabiegi na macicy — niektóre z pacjentek zmarły. RPP nie miał wcześniej uprawnień, by interweniować w takich sytuacjach.

Odstawianie leczenia onkologicznego. Posłanka Joanna Wicha (Lewica) podkreślała, że ustawa jest odpowiedzią na przypadki leczenia nowotworów metodami bez potwierdzonej skuteczności oraz rezygnacji z terapii konwencjonalnej na rzecz medytacji czy biorezonansu.

Skala zjawiska w internecie. Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec wskazuje na narastające zjawisko oferowania usług medycznych przez osoby nieuprawnione — praktyki określane jako nieetyczne i niebezpieczne dla zdrowia i życia. Obecnie walka z tym zjawiskiem, szczególnie w sieci, jest bardzo trudna.

Deklarowane wyłączenia. Strona rządowa konsekwentnie podkreśla, że ustawa nie zakazuje ziołolecznictwa, kosmetologii, podologii, jogi ani masażu, a uderzać ma wyłącznie w te sytuacje, w których niesprawdzonym metodom bezpodstawnie przypisuje się działanie lecznicze lub gdy ich promowanie nakłania chorych do rezygnacji z diagnostyki i leczenia konwencjonalnego.

Konsultacje społeczne. Warto odnotować, że projekt przeszedł przez szerokie konsultacje — zgłoszono do niego blisko 5 tysięcy uwag od instytucji takich jak Naczelna Rada Lekarska, Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych, Polska Izba Ubezpieczeń, związki zawodowe, fundacje pacjentów, stowarzyszenia producentów suplementów i izby gospodarcze — co pokazuje, że proces legislacyjny nie ignorował głosu branży, choć jego finalny kształt wciąż budzi kontrowersje.

Podzielone środowisko polityczne

Warto zwrócić uwagę na sam przebieg głosowania, który dobrze oddaje skalę kontrowersji. Za ustawą opowiedziały się ugrupowania koalicji rządzącej oraz partia Razem. Przeciwko głosowała Konfederacja, koło Demokracja Bezpośrednia, koło Konfederacja Korony Polskiej oraz siedmioro posłów PiS. Aż 160 członków PiS wstrzymało się od głosu — co sugeruje, że nawet w partiach opozycyjnych brakowało jednoznacznego stanowiska w tej sprawie. To pokazuje, że spór o „lex szarlatan” nie przebiega prosto wzdłuż osi koalicja–opozycja, lecz dotyka głębszego pytania o granice między ochroną pacjenta a wolnością gospodarczą i wolnością wyboru metod leczenia.

Gdzie leży sedno sporu?

Spór o „lex szarlatan” sprowadza się w gruncie rzeczy do jednego pytania: czy da się skutecznie ścigać rzeczywistych oszustów — takich jak fałszywi „ginekolodzy” bez wykształcenia medycznego czy sprzedawcy cudownych terapii onkologicznych — bez jednoczesnego obejmowania restrykcyjnym nadzorem uczciwie działających zielarzy, dietetyków, masażystów czy autorów treści edukacyjnych o zdrowiu.

Rząd odpowiada, że intencją ustawy jest precyzyjne rozdzielenie jednego od drugiego. Środowisko naturopatów odpowiada, że sama litera przepisów na to precyzyjnego rozdzielenia nie gwarantuje, a o granicy między „legalną praktyką” a „pseudomedycyną” decydować będzie w praktyce uznaniowość Rzecznika Praw Pacjenta. Ostateczna ocena, która strona miała rację, zależeć będzie od tego, jak ustawa będzie stosowana w pierwszych miesiącach po wejściu w życie — a to nastąpi już 1 września 2026 roku.


Główna petycja do Prezydenta RP o zawetowanie lub skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego ustawy potocznie nazywanej „Lex Szarlatan” jest dostępna na platformie Petycjeonline.com.

Nota redakcyjna: Naturazdrowie.com ma charakter wyłącznie edukacyjny i nie stanowi porady lekarskiej. Redakcja dokłada wszelkich starań, aby publikowane informacje były poprawne merytorycznie, jednakże każda decyzja dotycząca leczenia powinna być skonsultowana z lekarzem. Regulamin serwisu

Tematy

Reklama

Reklama