Niealkoholowe stłuszczenie wątroby – problem naszych czasów
Spis treści:
- 1. Skoro stłuszczenie wątroby rozwija się bezobjawowo, czy istnieją symptomy, które mogą nas zaalarmować i nakłonić do wykonania USG?
- 2. Gdy już wiemy, że stłuszczenie wątroby występuje, co dalej? Jak wygląda leczenie?
- 3. Jaka dieta powinna nam odtąd towarzyszyć? Co należy wyeliminować? Wspomniał Pan o nowej, odwróconej amerykańskiej piramidzie żywieniowej. Na czym ona polega?
Niealkoholowe stłuszczenie wątroby rozwija się bezobjawowo, a jego konsekwencje bywają bardzo drastyczne. Jak rozpoznać jego symptomy oraz sposoby leczenia pytamy dr Michała Mularczyka.
Czym jest niealkoholowe stłuszczenie wątroby?
Niealkoholowe stłuszczenie wątroby wiąże się z zespołem metabolicznym i w pierwszej kolejności ma powiązania z nadwagą i otyłością. Jest to w przeważającej mierze choroba osób otyłych, a w dalszej kolejności towarzyszy różnym chorobom cywilizacyjnym, w tym cukrzycy, insulinooporności, nadciśnieniu oraz zaburzeniom gospodarki lipidowej – cholesterolu i trójglicerydów. Jak nam wiadomo, nadwaga i otyłość są obecnie plagą cywilizacyjną, rozwijającą się w tempie błyskawicznym i zatrważającym. Statystyki są nieubłagane. W Stanach Zjednoczonych odsetek osób dorosłych z otyłością i nadwagą stanowi 70% populacji, a w Polsce do tych statystyk szybko się zbliżamy. W zależności od przyjętych punktów odniesienia i mierników, odsetek otyłości waha się pomiędzy 50 a 70%. Z kolei choroby cywilizacyjne odpowiadają za 70% zgonów.
Rodzi się pytanie: co jest tego przyczyną? Osobiście przez wiele lat byłem kardiologiem inwazyjnym, ale w pewnym momencie swojej pracy zawodowej postanowiłem zająć się również problemami metabolicznymi, przede wszystkim odchudzaniem. Skala osób otyłych, pozostawionych samym sobie, była – i niestety nadal jest – powalająca. Od wielu lat rozwijałem swoją teorię, która dziś wydaje się jeszcze bardziej zasadna niż kiedykolwiek dotąd. Mam na myśli chociażby obecną, odwróconą, nową amerykańską piramidę żywieniową.
Wracając jednak do meritum sprawy – do wątroby i jej stłuszczenia. Choroba ta rozwija się bezobjawowo, a jej rozpoznanie jest raczej przypadkowe. Wychodzi na światło dzienne podczas rutynowego badania USG jamy brzusznej, tomografii komputerowej czy rezonansu magnetycznego, czyli w badaniach obrazowych. Aby stłuszczenie wątroby zaistniało, musi występować otyłość. Istnieją oczywiście określone mierniki otyłości, ale osobiście się z nimi nie zgadzam, podobnie jak z modelem diety niskokalorycznej, którą badam od 30 lat i stwierdzam, że nie działa. Co więcej, uważam, że może być przyczyną większości chorób cywilizacyjnych.
Obok otyłości czy nadwagi musi współistnieć jedna z chorób, takich jak cukrzyca, nadciśnienie czy zaburzenia gospodarki cholesterolowej i trójglicerydowej. Niealkoholowe stłuszczenie wątroby jest konsekwencją otyłości. U ponad 80% pacjentów z tym problemem zdrowotnym główną przyczyną jego występowania jest otyłość, aczkolwiek coraz częściej dochodzi do rozpoznania stłuszczenia wątroby u osób z prawidłową masą ciała. Takie osoby coraz częściej chorują również na cukrzycę typu drugiego. W ten sposób wracamy do choroby zespołu metabolicznego i stłuszczenia wątroby – koło się zamyka. Osoby szczupłe lub z prawidłową masą ciała, u których występuje stłuszczenie wątroby, to często osoby z tzw. ukrytą otyłością, otyłością podskórną typu „toffi”.
Do mojego gabinetu trafiają pacjenci z zaburzeniami metabolicznymi, z otyłością, z którą bezskutecznie borykają się od wielu lat. U mnie efekty widoczne są po upływie sześciu miesięcy. Każdy pacjent standardowo ma wykonywane badanie USG jamy brzusznej, aby ocenić, co się tam dzieje – jak pracuje i jak wygląda wątroba. Nie wszystko jednak w takim badaniu jest widoczne. Dlatego USG rozszerza się o elastografię, czyli fibroskan. USG pokazuje, czy mamy do czynienia ze stłuszczeniem wątroby, natomiast elastografia ujawnia stopień jej zwłóknienia.
Wątroba zmienia się stopniowo. Najpierw pojawia się samo stłuszczenie, później stłuszczeniowe zapalenie wątroby. Zwykłe stłuszczenie i zapalenie wątroby są nierozróżnialne w standardowym badaniu USG – wykrywa je dopiero ultrasonografia z elastografią. W kolejnej fazie dochodzi do włóknienia wątroby, a następnie do marskości.
Marskość wątroby prowadzi do nowotworów – najczęściej jest to nowotwór wątroby. Jak widać, z pozoru błahy problem stłuszczenia może mieć bardzo poważne i nieodwracalne konsekwencje zdrowotne, dlatego nie należy go bagatelizować.
Czytaj także: Wątroba – jak chronić ją przed uszkodzeniami?
Skoro stłuszczenie wątroby rozwija się bezobjawowo, czy istnieją symptomy, które mogą nas zaalarmować i nakłonić do wykonania USG?
Tak, mówimy tu o zmianach w naszym samopoczuciu. Charakterystycznym symptomem jest przewlekłe zmęczenie, swoiste „wyjęcie z kontaktu” – nagle czujemy się nijako. Czasami pojawia się ból lub dyskomfort w prawym podżebrzu przy powiększonej wątrobie, ponieważ dochodzi do rozciągania torebki wątroby. Natomiast to „wyłączenie wtyczki” wynika raczej z insulinooporności, która często pojawia się jako choroba współistniejąca. Wątroba pracuje gorzej, ale nie jest to tak jednoznaczny objaw jak ból w klatce piersiowej świadczący o zawale serca czy złamanie ręki. Stłuszczenie wątroby ma charakter utajony i ujawnia się przy okazji różnych badań, np. USG. U pacjentów, którzy leczyli się u mnie i redukowali masę ciała, stłuszczenie wątroby występowało u 95% tych osób.
Gdy już wiemy, że stłuszczenie wątroby występuje, co dalej? Jak wygląda leczenie?
Leczenie ma charakter wyłącznie przyczynowy. Podaje się określone leki, jednak przynoszą one skutek tylko wtedy, gdy wdrożymy konkretne zmiany w stylu życia, przede wszystkim w sposobie odżywiania i codziennej diecie. Chodzi o zmianę nawyków, które doprowadziły do choroby, na te, które są prozdrowotne.

Jaka dieta powinna nam odtąd towarzyszyć? Co należy wyeliminować? Wspomniał Pan o nowej, odwróconej amerykańskiej piramidzie żywieniowej. Na czym ona polega?
Ta „nowa”, odwrócona piramida jest dobrze znana zwolennikom diet niskowęglowodanowych, do których sam się zaliczam. Z tej perspektywy jej założenia nie są nowe, aczkolwiek stawia ona do góry nogami dietetykę propagowaną przez ostatnie pół wieku.
Odwraca klasyczną piramidę żywienia i podkreśla potrzebę elastyczności w podejściu do diety oraz żywienia. Odchodzi od uniwersalnych i niezmiennych zaleceń na rzecz diety indywidualnie dopasowanej do konkretnej osoby i jej potrzeb. Na pierwszy plan wysuwa się spersonalizowane podejście, uwzględniające stan zdrowia metabolicznego. Dopuszcza się znaczące odstępstwa dla osób z problemami metabolicznymi.
Piramida składa się z pięciu poziomów. Najważniejszy z nich obejmuje warzywa niskoskrobiowe oraz zdrowe tłuszcze. Kolejny poziom to białka wysokiej jakości, następnie owoce o niskim indeksie glikemicznym, orzechy i nasiona. Na czwartym poziomie znajdują się produkty zbożowe oraz warzywa skrobiowe. Jest to radykalna zmiana – zboża, które dotąd stanowiły podstawę piramidy żywieniowej, zostały przesunięte na czwartą pozycję i ograniczone do minimum. Po raz pierwszy również oficjalnie uznano, że pominięcie tego poziomu może być korzystne dla zdrowia.
Piąty poziom wiąże się z całkowitą eliminacją cukrów dodanych oraz żywności wysoko przetworzonej. Mówi się o całkowitym wykluczeniu słodyczy, płatków śniadaniowych, fast foodów oraz produktów zawierających syrop glukozowo-fruktozowy. Ostrzega się również przed spożywaniem produktów „light” i „fitness”, ponieważ często zawierają one więcej cukru niż ich standardowe odpowiedniki.
W elastycznym podejściu do żywienia uwzględniono trzy modele żywieniowe. Trzeci, ostatni – niskowęglowodanowy i ketogeniczny – zalecany jest osobom z cukrzycą typu drugiego, zespołem metabolicznym lub znaczną insulinoopornością. W tym modelu zaleca się pozyskiwanie 50–70% energii z tłuszczów, 20–30% z białka oraz 5–20% z węglowodanów.
Muszę przyznać, że odkąd zacząłem zajmować się problemami metabolicznymi i je badać, doszedłem do wniosku, że za większość problemów odpowiada cukier dodany, a więc nadmiar węglowodanów w pożywieniu oraz eliminacja tłuszczów. Taki właśnie model żywienia obowiązywał w Polsce przez długie lata i był propagowany przez Instytut Żywienia i Żywności w postaci diety niskokalorycznej. Ten sam Instytut w 1999 roku przyznał, że dieta ta działa jedynie w przypadku 2% populacji, natomiast u 98% nie przynosi żadnych korzyści zdrowotnych.
O kaloriach wielokrotnie się wypowiadałem i udowadniałem, że dieta oparta wyłącznie na liczeniu kalorii nie działa, a co więcej – generuje problemy. Ten model został stworzony na bazie teorii i nijak ma się do funkcjonowania żywego organizmu. Za energię komórkową odpowiada substancja o nazwie ATP, czyli adenozynotrójfosforan. Mamy wewnętrzny magazyn energii – nasze własne paliwo komórkowe. Tę energię wytwarzamy sami i, gdy jej potrzebujemy, czerpiemy ją z własnych zasobów.
Odstawiając węglowodany, czyli w praktyce cukier, możemy zredukować masę ciała o 15 kg w ciągu sześciu miesięcy. Musimy jedynie nauczyć się jeść od nowa. Nie ponosimy winy za to, że nie możemy schudnąć – winny jest system i błędne zasady żywieniowe. Nie powinniśmy jeść na zawołanie, lecz tylko wtedy, gdy faktycznie jesteśmy głodni. Musimy nauczyć się odróżniać zachciankę od prawdziwego głodu. Pracując nad redukcją masy ciała przez co najmniej rok, powinniśmy funkcjonować w stanie sytości. Z czasem organizm zacznie sam regulować wszystkie procesy.
Rozmawiała: dr Małgorzata Musioł



