Olga Kozierowska ambasadorką #PowrótdoNatury – „Jeśli nie znajdziesz czasu na zdrowie, znajdziesz go na chorobę”
Spis treści:
- 1. Jesteś stale obecna w mediach i budujesz społeczności cyfrowe. Jak sama sobie radzisz z przebodźcowaniem? Co robisz, żeby odpocząć? Czy masz swoje „zielone spa”?
- 2. Z jakimi problemami najczęściej mierzą się kobiety, które są aktywne w biznesie, a oprócz tego są matkami, żonami i mają mnóstwo różnych odpowiedzialności?
- 3. Czy firmy i korporacje widzą potrzebę, aby pomóc pracownikom zachować zdrowie, well-being i być bliżej natury?
- 4. Dużo mówi się teraz w firmach o „fairness” – co to znaczy?
- 5. Zagoniliśmy się w tej pogoni za sukcesem, ale czy obserwujesz, że ostatnio pojawia się trend dbania o naszą biologię i well-being, co jest również celem kampanii #Powrót do Natury?
- 6. Gdybyś miała podać jedno hasło do naszej kampanii #Powrót do Natury – taką złotą myśl – to co by to było?
Mamy więcej leków, technologii i aplikacji niż kiedykolwiek, a jednak jako społeczeństwo czujemy się coraz bardziej wypaleni. Czy da się budować wielkie projekty, nie tracąc przy tym kontaktu z naturą i samym sobą? W rozmowie z Olgą Kozierowską, twórczynią organizacji Sukces Pisany Szminką, odkrywamy, dlaczego „zielone spa” to nie luksus dla wybranych, ale podstawowe prawo każdego z nas, i jak zamienić przebodźcowanie na spokój, który daje nam natura.
Jesteś stale obecna w mediach i budujesz społeczności cyfrowe. Jak sama sobie radzisz z przebodźcowaniem? Co robisz, żeby odpocząć? Czy masz swoje „zielone spa”?

Mieszkam w dobrym miejscu – blisko parku, blisko natury, więc kiedy tylko mam „zmęczoną głowę”, to nawet patrzenie przez okno mi pomaga. Jestem osobą w spektrum ADHD i często wpadam w hiperfokusy, a jednocześnie mam dużą nadwrażliwość słuchową, a moja praca to ludzie. Prowadzę mnóstwo szkoleń, występuję publicznie, rozmawiam z ludźmi, jestem na różnych networkingach, galach, co bardzo mnie przebodźcowuje. Dlatego odpoczywam w ciszy. Kiedyś odpoczywałam przy muzyce, a dzisiaj w ciszy albo przy odgłosach natury.
Uwielbiam też przebywać z końmi i nie mówię tu o jeździe, ale o byciu z nimi na pastwisku – kocham je dotykać, patrzeć im w oczy, po prostu z nimi być. Okazuje się, że koń to stworzenie, które oddycha w koherencji serca, a przebywanie z końmi jest świetną terapią PTSD.
Innym sposobem, w jaki wyrzucam z siebie frustrację, jest sport. W końcu znalazłam dyscyplinę dla siebie, a próbowałam różnych. Uprawiam pilates na reformerach, ćwiczę na leżąco i jest to wspaniały rodzaj ruchu. Każdy musi sobie znaleźć taki rodzaj aktywności, który będzie go cieszyć, bo nie każdy odnajduje się we wszystkim. Swego czasu biegałam razem z mężem, ale raczej zmuszałam się do tego biegania. Później chodziłam na siłownię, zaczęłam pływać, ale żadna z tych rzeczy mnie aż tak nie satysfakcjonowała. Pilatesem jestem zachwycona i ten rodzaj ćwiczeń bardzo mnie motywuje.
Z jakimi problemami najczęściej mierzą się kobiety, które są aktywne w biznesie, a oprócz tego są matkami, żonami i mają mnóstwo różnych odpowiedzialności?
Najczęściej mierzą się z byciem „siłaczką”, czyli braniem na siebie nie tylko czynności i obowiązków, ale i odpowiedzialności za te obowiązki. Często, nawet jeżeli dzielimy się z mężczyznami zadaniami, to nadal my czujemy się za nie odpowiedzialne, a mężczyźni nam ewentualnie pomagają. Zużywamy przez to naszą silną wolę i energię. Przy dzieciach dochodzi do tego także obciążenie psychiczne, emocjonalne i wyrzuty sumienia, że nie jestem idealną matką, idealną pracownicą, bizneswoman czy żoną. Ten idealizm niszczy kobiety, a za nim idzie wypalenie zawodowe, wypalenie rodzicielskie, stany lękowe, choroby autoimmunologiczne, Hashimoto, schorzenia jelitowe czy depresja.

Czy firmy i korporacje widzą potrzebę, aby pomóc pracownikom zachować zdrowie, well-being i być bliżej natury?

Tak, ostatnio coraz więcej się na ten temat mówi i pisze. I rzeczywiście firmy podejmują próby tak zwanego budowania well-beingu. Pomijając już „owocowe czwartki” czy piątki, w Polsce po pandemii pojawiło się więcej tego typu inicjatyw – firmy oferują pracownikom opiekę psychologiczną, wsparcie coachów i mentorów, tak żeby pomóc ludziom w trudniejszych sytuacjach. Organizowane są również różnego rodzaju zajęcia well-beingowe – w pomieszczeniach i w plenerze. Dotyczy to najczęściej korporacji międzynarodowych.
Myślę, że wprowadzenie pracy hybrydowej również pomogło, bo ludzie nie muszą stać w korkach i mogą spokojniej pracować w domu. Z drugiej zaś strony w domu trudniej nam określić czas na przerwę. W biurze jesteśmy wśród ludzi i nasze relacje wymuszają w pozytywny sposób np. przerwę na lunch.
Dużo mówi się teraz w firmach o „fairness” – co to znaczy?
To oznacza w sumie to samo, co kiedyś nazywano DEI – diversity, equity, inclusion (różnorodność, równość, inkluzywność). Chodzi tu o dawanie ludziom równych szans rozwoju, kariery, dostępu do zasobów oraz o transparentność płac. Dba się o różnorodność w zespołach pod kątem płci, wieku, rasy, stopnia sprawności itp. Jest to pozytywne zjawisko, które integruje ludzi.
W dużych korporacjach bywa, że pracują tzw. happiness managerowie. To stanowisko pojawiło się po pandemii. Taka osoba jest odpowiedzialna za dobrostan pracowników, a więc za zorganizowanie dla nich czasu na relaks, kontakt z naturą, ćwiczenia, jogę itp.

Zagoniliśmy się w tej pogoni za sukcesem, ale czy obserwujesz, że ostatnio pojawia się trend dbania o naszą biologię i well-being, co jest również celem kampanii #Powrót do Natury?
Fundamentem naszego sukcesu jest zdrowie i kontakt z naturą, a to wszystko zależy od samoświadomości jednostek. Współczesne kobiety ciągle pędzą. Mają tak wiele wpisane w swój plan dnia, że ciężko im tam jeszcze dopisać czas na ćwiczenia, jogę, a nawet pójście do lekarza. A każde dodatkowe zadanie – nawet to przyjemne – powoduje stres.
Przecież szczęście w życiu sprowadza się do samoświadomości. Musimy wiedzieć, co nam pomaga, a co szkodzi. Jeżeli człowiek jest świadomy, a jednocześnie asertywny, czyli umie komunikować to, czego potrzebuje, będzie mu łatwiej odnajdywać sposoby na radzenie sobie ze stresem, przepracowaniem i przebodźcowaniem.
Jest taka stara anegdotka o samolocie: kiedy spada ciśnienie i wypadają maski tlenowe, najpierw musisz założyć maskę sobie, a dopiero potem dziecku. Podobnie w życiu – najpierw musimy zadbać o siebie, a dopiero później o innych. Często kobieta weźmie urlop w pracy, żeby pójść z dzieckiem do lekarza, ale już nie weźmie go, żeby zająć się własnymi schorzeniami. Wiele nowotworów jest wyleczalnych, jeśli tylko wcześnie się je wykryje.
Gdybyś miała podać jedno hasło do naszej kampanii #Powrót do Natury – taką złotą myśl – to co by to było?

Powiedziałabym: jeżeli nie znajdziesz czasu na zdrowie, znajdziesz go na chorobę. Zdrowie to nie projekt, który można odłożyć na potem. Jeśli nie zadbasz o siebie dziś, to ciało cię zatrzyma – po prostu nie pozwoli ci dalej biec. Więc zdrowie to nie „projekt na później”. Jest to zadanie, które powinniśmy realizować codziennie i ustanowić je jako priorytet.



