Immunostymulujące właściwości ziół w trosce o naszą odporność
Wraz z nadejściem jesieni powracają do nas różne infekcje w tym grypa, przeziębienia, infekcje dróg moczowych i inne schorzenia. O tym, jak naturalnie zadbać o odporność rozmawiamy z Katarzyną Mikulską – doświadczoną fitoterapeutką, autorką książek kulinarnych i prozdrowotnych.
Z jakich roślin moglibyśmy przygotować nalewki i mikstury, które byłyby remedium na przeziębienia i pomogłyby nam w podniesieniu odporności na nadchodzącą zimę?
Wiele ziół posiada właściwości immunostymulujące, czyli pobudzające nasz układ odpornościowy, więc warto mieć je pod ręką jako domowe lekarstwa, które nam pomogą przy różnych dolegliwościach w sezonie jesienno-zimowym. Ważny jest dobór ziół i właściwe ich przygotowanie. Bardzo popularne są takie zioła jak jeżówka, czarny bez i inne owoce jesienne jak maliny, jeżyny, jarzębiny, a także bulwy, korzenie i kłącza oraz cebula i czosnek.
Czy istnieje kuracja, która może wzmocnić naszą odporność?
Bardzo polecam kurację nalewką z czosnku, którą najlepiej zacząć wczesną jesienią. Ząbki świeżego polskiego czosnku (25g) rozdrabniamy na miazgę i zalewamy 300ml czystego spirytusu, zamykamy w słoiku i chowamy w ciemnym i chłodnym miejscu na 10 dni, co jakiś czas potrząsamy naszą miksturą. Po 10 dniach przecedzamy przez gazę, odciskamy, przelewamy do butelki, korkujemy i zostawiamy jeszcze na 3 dni do sklarowania.
Tak otrzymaną nalewkę stosujemy w następujący sposób: pierwszego dnia 1 kropla na śniadanie, 2 krople na obiad, 3 krople na kolację, dodając do szklanki wody lub mleka. Drugi dzień to 4 krople na śniadanie, 5 kropli na obiad i 6 kropli na kolację, i tak aż do 15 kropli na kolację piątego dnia. 6 dnia na śniadanie zaczynamy od 15 kropli i stopniowo schodzimy z tej ilości, czyli na obiad 14, na kolację 13 itd. aż do 1 kropli na kolację 10 dnia.
Następnie robimy 2 dni przerwy i powtarzamy tą samą kurację, aż nam się skończy nalewka. Kurację powtarzamy co 5 lat. Gwarantuje nam ona odporność, oczyszcza organizm, poprawia przemianę materii, wzmacnia i uelastycznia ścianki naczyń krwionośnych, zapobiega udarom mózgu oraz wrzodom żołądka, poprawia wzrok. Co ciekawe ten przepis został znaleziony w latach 70′ w Tybecie przez delegację UNESCO. Został później opublikowany przez Irenę Gumowską w Wiadomościach Zielarskich w latach 90′. Często jest polecany przez naturopatów.
Istnieją też gotowe mieszanki, jak Mieszanka Ziół Ojca Grzegorza Syroki. Składa się ona z 8 ziół – kwiatu lipy, korzenia prawoślazu, ziela tymianku, liści babki lancetowata, korzenia lukrecji, kłącza perzu, ziela macierzanki i kwiatu pierwiosnka. Można ją kupić i pić jako herbatkę lub zalać alkoholem jako nalewkę. Mieszankę tą stosujemy na grypę, przeziębienie, w chorobach płuc, krążenia serca, bólach mięśniowo-stawowych przy grypie.
Pijąc te zioła jako herbatkę kuracja potrwa 7-10 dni, nalewka zadziała w ciągu 3 dni. Warto jest ją wcześniej zrobić i mieć gotową na wypadek choroby.

Jak przygotować nalewkę?
Nalewki na spirytusie możemy przyrządzić z różnych składników np. z suszonych ziół zalanych alkoholem. Latem można ususzyć kwiaty czarnego bzu czy lipy i zrobić z nich nalewkę, która działa napotnie, przeciwwirusowo-przeciwgrzybicznie. Dowiedziono, że bez czarny działa aż na 99 różnych chorób! Susz zalewamy alkoholem i odstawiamy na 3-4 tygodnie.
Jesienią mamy dostęp do owoców czarnego bzu, które są bardzo cenne i możemy też z nich przygotować ekstrakt alkoholowy. W tym celu całe owoce czarnego bzu gotujemy przez chwilę, aby utlenić sambunigrynę – substancję toksyczną zawartą w tych owocach. Odlewamy wodę i dodajemy spirytusu. Zostawiamy na 4 tygodnie codziennie potrząsając. Następnie odcedzamy i mamy gotową nalewkę.
Podobnie możemy zrobić w przypadku śliwki, czy tarniny, malin, aronii, czy jeżyny, z tym że nie musimy ich gotować, a od razu zalewamy owoce alkoholem. Jeżeli ktoś lubi słodkie nalewki, może najpierw dodać cukier, który wyciągnie z owoców sok, a potem dodać alkohol.
Jeśli chodzi o owoce, to mamy łatwiej niż nasze babcie, które nie miały sokowirówek wolnoobrotowych. My możemy wycisnąć sok szybciej, co nie znaczy, że gorzej. W przypadku sokowirówek wolnoobrotowych nie dochodzi do podgrzania soku, a więc utlenienia cennych substancji. Do wyciśniętego soku można dodać alkohol i taka mikstura powinna się przegryźć przez 2 tygodnie. Wtedy też mamy gotową nalewkę z owoców.
Czyli nalewka jest lepsza niż sok lub syrop wygotowywany z owoców?
Tak, podczas gotowania tracimy niektóre cenne substancje, a w przypadku nalewki niczego nie podgrzewamy, a konserwujemy składniki alkoholem, bo świeżo wyciskany sok bez alkoholu ostatecznie zacząłby nam fermentować. Alkohol hamuje nam tą biologiczną aktywność fermentacji i przyspiesza on też wchłanianie substancji czynnych, dlatego efekt działania nalewek jest bardzo szybki. Oczywiście nie stosujemy ich u dzieci.
A co z jeżówką?
Jeżówka, czyli słynna echinacea to bardzo cenna roślina, która mocno stymuluje i wzmacnia układ odpornościowy. Często mamy ją w ogródku i możemy wykorzystać jej kwiaty, które warto zbierać i suszyć. Jest bezpieczna dla dzieci. Suszone kwiaty można dodać do herbaty albo przygotować z nich nalewkę – analogicznie zalewając je alkoholem na 2-3 tygodnie.
Oprócz nalewek możemy przygotować też syropy np.z podbiału, mniszka lekarskiego czy sosny. Aby przyspieszyć działanie syropu np. w przypadku gorączki, wystarczy że dodamy kilka kropel spirytusu na łyżeczkę z syropem. Dzięki temu substancje zawarte w syropie bardzo szybko się wchłoną w żołądku i trafią do krwiobiegu.
Są też nalewki, których nie pijemy, np. z korzenia żywokostu, czy rdestowca japońskiego, który właśnie teraz na jesień powinniśmy kopać. Taki korzeń rozdrabniany i zalewamy spirytusem na 3 tygodnie. Zyskamy idealne wcierki na nasze stawy, które bolą szczególnie jesienią i zimą. A jeśli zdarzy nam się przeziębić nerki, to wcieramy tą nalewkę w plecy, otulamy się kocem – bóle szybko ustąpi.
Malina to nie tylko owoce, ale i liście, prawda?
Oczywiście liście i gałązki malin są również bardzo wartościowe. W zasadzie wszystkie liście roślin owoców o dużej zawartości witaminy C są bardzo cenne, więc liście róży, maliny, jeżyny, czarnej porzeczki, poziomki itd. Szczególnie diabetycy, którzy muszą uniknąć fruktozy, zamiast owoców mogą stosować liście. Jeżeli ktoś nie zdążył w tym roku zebrać kwiatu lipy, to nic nie straconego – liście lipy też można ususzyć i pić jako herbatkę lub zrobić z nich nalewkę.
Możemy ususzyć takie liście i zlać je alkoholem. Ja polecam jeszcze wcześniej utlenić je enzymatycznie, czyli fermentować – wtedy smak nalewki jest o wiele lepszy. Opisuję jak to robić w swojej książce pt.: Zdrowie z natury. Kawy i herbaty z łąk i lasów.
A co jeśli chodzi o problemy trawienne, czy jelitówkę?
Panaceum na zatrucia pokarmowe to kobylak, czyli szczaw kędzierzawy lub koński (Rumex crispus), którego pełno jest na łąkach. Nasiona kobylaka pomogą nam w zatruciach pokarmowych, niestrawności, biegunce i zatwardzeniu.
Nasion zbieramy i suszymy. W przypadku choroby połykamy 1 łyżeczkę nasion, popijając dużą ilością wody albo mleka – po 30 minutach widzimy efekt.
A jeśli mamy zatwardzenie, to 1 łyżeczkę nasion kobylaka gotujemy w szklance wody i popijamy małymi łykami przez godzinę. To zioło warto mieć. Co ważne – jest bezpieczny dla dzieci, nie wchodzi w interakcje z innymi lekami i nie działa gwałtownie.
Słyszałam, że kolor roślin może sugerować ich działanie, czy to prawda?
Tak, istnieje takie bardzo ciekawe podejście dotyczące kolorów – to jest taka fizjoterapeutyczna tajemnica, że każdy kolor działa na coś innego. Kolor biały to antybiotyki, czyli cebula, czosnek, pietruszka, seler, kalafior, białe kwiaty, gwiazdnica, stokrotki – to naturalne antybiotyki, które wspierają naszą odporność. Natomiast wszystko, co zielone nas oczyszcza, detoksykuje, usuwa to, co złe. Składniki w kolorze fioletowym aż do czerni, a więc jagoda, czary bez, śliwka, ciemny winogron, oberżyna – te rośliny lekko nas podtruwają, co powoduje, że organizm zaczyna wyrzucać wszystko to, czego nie chce i odkrywają się utajone stany zapalne. Rośliny pomarańczowe nas regenerują, a czerwone wspierają nasz układ krwionośny. To w dużym skrócie, ale rzeczywiście znajduje to potwierdzenie w badaniach.



