Strona główna » Idąc pod prąd. Jerzy Zięba: „W Polsce grożą mi aresztowaniem, a zagraniczni lekarze dziękują za wiedzę”
Natura+ • Terapie naturalne • Wywiady

Idąc pod prąd. Jerzy Zięba: „W Polsce grożą mi aresztowaniem, a zagraniczni lekarze dziękują za wiedzę”

Jerzy Zięba

Inżynier, którego zafascynowała medycyna, autor bestsellerowych książek z cyklu „Ukryte terapie” i jedna z najbardziej polaryzujących postaci polskiej debaty o zdrowiu. Dlaczego porzucił karierę techniczną i wybrał medycynę? Dlaczego podjął się wyzwania, by spróbować zaimplementować naturalne terapie w konwencjonalnym systemie ochrony zdrowia? W szczerej rozmowie Jerzy Zięba opowiada o swojej niezwykłej drodze, międzynarodowych wykładach, kulisach powstawania jego książek oraz o tym, co naprawdę boli go w relacjach z polskim środowiskiem medycznym i mediami.

Jak to się stało, że mimo wykształcenia technicznego zainteresował się Pan medycyną i stała się ona Pana największą pasją, a jednocześnie misją, by szerzyć wiedzę o tym, jak dbać o zdrowie? Jaka była Pana historia i droga do tego, gdzie Pan teraz jest?

To długa historia. Kiedy byłem bardzo młodym chłopakiem, poważnie zachorowałem na owrzodzenie dwunastnicy. Podczas wakacji poznałem wtedy dziewczynę, która studiowała medycynę, więc kiedy do niej przychodziłem, z zainteresowaniem czytałem wszystkie jej podręczniki medyczne, dosłownie pochłaniałem tę wiedzę z ogromną pasją.

Kiedy parę miesięcy później mój wrzód dwunastnicy pękł i trafiłem do szpitala, to tak mi się tam spodobało, że właściwie mógłbym już tam zostać. Przychodzili tam studenci, których doktor uczył węzłów chirurgicznych, a ja uczyłem się razem z nimi, a później, kiedy doktora nie było, to ja już ich uczyłem wiązać te węzły. Bardzo mi się to podobało.

Image 1

Po wyjściu ze szpitala wpadłem w nieformalne „studiowanie” medycyny jak śliwka w kompot. Pochłaniałem „Anatomię” prof. Bochenka, podręczniki do fizjologii i inne pozycje. I chciałem oczywiście zdawać na medycynę. Niestety, po skończonym technikum okazało się, że aby zdawać na Akademię Medyczną, musiałbym nadrobić 3 lata biologii w 3 miesiące – to było nierealne, więc zdecydowałem, że pójdę jednak na AGH, ale przez całe studia i tak moi koledzy z akademika twierdzili, że ja uczę się inżynierii, ale studiuję medycynę. Bo ja cały czas czytałem „Podręcznik Chorób Wewnętrznych” prof. Szczeklika.

Później wyjechałem do Australii, gdzie spędziłem 21 lat – tam też zastanawiałem się, czy nie studiować medycyny, ale miałem wtedy już rodzinę i musiałem pracować na ich utrzymanie, choć dalej zaczytywałem się w książkach medycznych.

Tam też zobaczyłem ogłoszenie w gazecie o szkole hipnoterapii. Zapisałem się i zainteresowałem się bardzo hipnoterapią. Skończyłem australijską, a później też amerykańską Szkołę Hipnoterapii Klinicznej. Ucząc się tam, zrozumiałem, że medycyna akademicka nie ma najmniejszych szans, żeby pomóc pacjentom w przypadku wielu problemów emocjonalnych, podświadomościowych, tam gdzie hipnoterapia może pomóc.

Później bardzo zainteresowałem się tematem cholesterolu. Przeczytałem książkę dr. Jana Kwaśniewskiego, który był wielkim wrogiem obniżania cholesterolu. I trafiłem też do grupy, której przewodził dr Uffe Ravnskov – szwedzki lekarz i naukowiec pochodzenia duńskiego, który napisał książkę „Cholesterolowe mity”. On mnie zaprosił do swojej grupy, w której byli naukowcy, lekarze, badacze na najwyższym poziomie – przez wiele lat byłem jej członkiem.

To wtedy właśnie zobaczyłem, że coś tu jest nie tak w tym świecie medycznym, i zacząłem bardziej zgłębiać zagadnienia związane właśnie z cholesterolem i witaminą C. Wtedy zrozumiałem, jak wiele szkody może wyrządzić obniżanie cholesterolu oraz jak wiele może zdziałać molekuła wit. C.

Kiedy przyjechałem do Polski z Australii, dalej rozwijałem swoją wiedzę i pierwsze, co zrobiłem, to kupiłem nowe wydanie „Chorób Wewnętrznych” profesora Szczeklika, bo z tą właśnie książką wyjechałem do Australii. Po 21 latach to już była nowa wersja – pięknie napisane, dwa potężne, opasłe tomy. Ale zauważyłem, że ten podręcznik chorób wewnętrznych wcale nie uczy studentów, jak leczyć choroby przewlekłe! Stwierdziłem więc, że coś tu jest nie tak z tą medycyną, która z zasady powinna leczyć człowieka.

Wiedziałem już wtedy dużo na temat cholesterolu, fizjologii, biochemii i anatomii człowieka, znałem już potężną moc molekuły witaminy C czy witaminy D. Z czasem zacząłem występować publicznie. Zacząłem organizować publiczne wykłady w Polsce, potem w Europie, w Stanach Zjednoczonych, w Kanadzie. To były bardzo długie spotkania – maratony – wykłady trwały po 15–16 godzin, oczywiście z przerwami. Ludzie słuchali z wielkim zainteresowaniem. Zrobiłem ich w sumie 67.

Wtedy też napisałem pierwszą książkę „Ukryte terapie”. Pisząc ją, nie miałem pojęcia, jak czytelnicy ją przyjmą i czy książka ta się sprzeda. Nawet nie wiedziałem, że z czasem ludzie będą się na bazie tej książki leczyć, bo przecież wcale nie po to ją pisałem. Później okazało się, że książka ta przez 3–4 lata była na liście bestsellerów w Empiku.

A ja w tym czasie zgłębiałem zagadnienia związane z witaminą D i nowotworami. Jeździłem do Stanów Zjednoczonych na coroczne konferencje. Byłem też kilka razy w Meksyku, w kilkunastu klinikach w Tijuanie, gdzie leczy się nowotwory. To wszystko otwierało mi oczy na zupełnie inne podejście do leczenia.

Jerzy zieba ukryte terapie 1

Podczas moich wystąpień tłumaczyłem ludziom, jak działa nasz organizm i jak działają określone suplementy i witaminy. Słuchacze zaczęli mnie pytać, gdzie oni mają kupować takie suplementy, a ponieważ w tamtym okresie rynek suplementów w Polsce dopiero raczkował, postanowiłem rozpocząć produkcję czystych, dobrej jakości suplementów i właściwie taki był tego początek.

Drugą książkę chciałem napisać zupełnie o czymś innym, ale lekarze prosili mnie, żebym napisał książkę o cholesterolu, a także na temat metod leczenia nowotworów.

Wtedy powstała druga część „Ukrytych terapii”, a potem jeszcze część trzecia – w dwóch tomach. Ostatnio mi powiedziano, że Bracia Rodzeń publicznie mówią, iż wychowali się na książkach Jerzego Zięby.

Każdy, kto zajmuje się zdrowiem, ma jakieś swoje inspiracje, np. medycyną chińską itp., ale Pana inspiracją w zasadzie była klasyczna medycyna akademicka.

Dokładnie tak, studiowałem ją bardzo dokładnie na własną rękę, dopóki nie zrozumiałem, że coś tam jest nie tak i że można dużo rzeczy zrobić o wiele, wiele lepiej.

Image 2

Co z perspektywy czasu widzi Pan jako swój największy sukces?

W ubiegłym tygodniu dostałem zaproszenie na konferencję na temat leczenia nowotworów, sepsy i chorób przewlekłych we Włoszech. Spotykają się tam znani profesorowie medycyny, znamienici onkolodzy z całych Włoch. Poczytuję sobie to za wielki zaszczyt i pewnego rodzaju sukces, bo choć nie jestem lekarzem, zostałem tam zaproszony, aby poprowadzić wykład.

Wcześniej wielokrotnie zapraszano mnie do Mediolanu, Rimini, Bolonii, gdzie miałem po kilka godzin wykładów. Ostatnio jeden z włoskich profesorów poprosił mnie, żebym dał wykład pt. „Jak leczyć nieuleczalne” w Mediolanie i powtórzył to, co mówiłem na ten temat w Bolonii. Poczytuję to sobie za wielki sukces. Niestety, w Polsce chcą mnie za takie wykłady aresztować, a zdarzały się przypadki, że lekarz, który występował na scenie razem ze mną, tracił pracę – bez względu na to, jak bardzo wykształconym i wysoko wykwalifikowanym lekarzem by nie był. To bardzo przykre.

Drugim takim sukcesem jest to, że czasami przychodzą do mnie sami lekarze i mówią: „Sceptycznie podchodziliśmy do tego, co mówisz, ale przecież ty mówisz o substancjach naturalnych dla człowieka, więc zaczęliśmy je stosować w leczeniu pacjentów i teraz leczymy nieuleczalne, leczymy choroby, których na uniwersytetach medycznych uczono nas, że nie da się ich wyleczyć – a my korzystamy z twojej wiedzy i z sukcesem leczymy nieuleczalne. Dzięki tej wiedzy jesteśmy lepszymi lekarzami!”. Bardzo mnie to cieszy!

Często podchodzą do mnie ludzie spotkani na ulicy i dziękują, że uratowałem im życie. Po spotkaniu u Roberta Wagnera podeszła do mnie pani doktor. Opowiedziała mi, że była na skraju śmierci, bo rozwinęła się u niej sepsa. Koledzy lekarze stwierdzili, że nie mogą jej pomóc, więc poprosiła koleżankę pielęgniarkę o dożylny wlew z witaminy C na nocnej zmianie – po 3 dniach błyskawicznie stanęła na nogi. Takich rozmów i powiadomień mam tysiące.

Jestem inicjatorem powstania Towarzystwa Lekarzy Medycyny Zintegrowanej, na drodze uchwały Zarządu przyjęto mnie do tego Towarzystwa Lekarzy jako członka, mimo tego, że nie jestem lekarzem. Fakt jest taki, że to co robię, robię głównie dla lekarzy. A lekarze Ci stosują wiele z polecanych przez mnie metod. Są więc też lekarze, którzy doceniają to co robię.

Powstały grupy na różnych forach internetowych, na Facebooku – grupy Jerzego Zięby, których ja nie jestem założycielem. Ludzie tam sobie sami doradzają, pomagają, cytują moje książki. Więc ta wiedza szerzy się sama wśród ludzi, bo chorzy i ich bliscy sami szukają rozwiązań.

Jak Pan się czuje, kiedy mainstreamowe media wielokrotnie posądzają Pana o poglądy sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną i że jest Pan „Naczelnym Szarlatanem” RP?

Tego typu ataki medialne czy też indywidualne trwają już od ponad dziesięciu lat. Ale teraz jest to wyjątkowo intensywne przy okazji Lex Szarlatan. W żaden sposób nie jest to przyjemne, kiedy na mnie plują, niszczą wizerunkowo, i nie mogę powiedzieć, że się do tego przyzwyczaiłem. Bo nie da się do tego przyzwyczaić. Natomiast co mnie boli? Nie boli mnie to, że robią ze mnie wariata, szarlatana i idiotę, ale to, że nikt nigdy tak naprawdę nie rozmawia bezpośrednio ze mną.

Jestem teraz na ustach prawie każdego medium, szczególnie po wizycie w Kancelarii Prezydenta, ale media nie mówią ani jednego słowa na temat tego, co ja powiedziałem u Prezydenta.

Inna sprawa, która mnie naprawdę boli, to to, że za granicami kraju wielokrotnie staję przed naprawdę ogromnym, szacownym gremium lekarzy, np. we Włoszech, i w pierwszych słowach mówię im, że ja nie jestem lekarzem. A oni na to mówią: „A co nas to obchodzi? Nas interesuje twoja wiedza, którą się z nami dzielisz. My wiemy, że ty nie jesteś lekarzem, ale nas interesuje twoja wiedza, bo dzięki niej wielu naszych kolegów stało się lepszymi lekarzami. I teraz leczą choroby «nieuleczalne»”. Wielokrotnie doświadczyłem tego, że organizatorzy są mi ogromnie wdzięczni za przekazaną wiedzę. Dlaczego więc nie możemy tego samego zrobić w Polsce?

Od lat proponuję, abyśmy zrobili takie spotkania na Uniwersytecie Medycznym. Skoro tak często media publicznie ośmieszają mnie za plecami, to dlaczego nie chcą posłuchać tego, co mam do powiedzenia? Wiele z tych osób, które wypowiadają się na mój temat, nigdy nie było na żadnym moim wykładzie, ale mają czelność mnie oczerniać.

Uważam, że to jest porażka tego systemu. Będąc w Kancelarii Prezydenta, zaproponowałem zarys rozwiązania, które zadowoliłoby zarówno zwolenników, jak i przeciwników Lex Szarlatan. Rozwiązania, dzięki którym mielibyśmy dużo lepszy system leczenia – niestety moje słowa odbiły się od ściany, wykazano zero zainteresowania. Napisałem do Prezydenta odrębny list w tej sprawie i mam wielką nadzieję, że moje wysiłki nie spełzną na marne. Bo moim celem jest poprawić jakość leczenia w Polsce.


Zieba

Jerzy Zięba – niezależny dziennikarz, publicysta i autor książek. Od ponad 20 lat zajmuje się zgłębianiem wiedzy z zakresu medycyny i aktywnie zabiega o włączenie metod stosowanych w medycynie komplementarnej do procedur medycyny tradycyjnej. Promuje zdrowy tryb życia. Jest ambasadorem, promotorem i twórcą formulacji suplementów marki VISANTO.

Postuluje świadome używanie suplementów i preparatów stosowanych w celu wzmocnienia działania układu odpornościowego. Jest także twórcą nowelizacji “Ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty” promującej pozostawienie lekarzowi decyzji o tym jaką terapie zastosować w porozumieniu i za zgodą pacjenta.

Jako niezależny publicysta podejmuje trudne tematy m.in. związane z bezpieczeństwem szczepionek, w szczególności substancji z jakich są produkowane i ich szkodliwości. Prowadzi działalność informacyjną i publicystyczną z wykorzystaniem mediów i mediów społecznościowych oraz: mediów tradycyjnych i elektronicznych. 

https://jerzyzieba.com

Więcej w artykule pt. “Jerzy Zięba – autor książek “Ukryte Terapie. Czego Ci lekarz nie powie”

Zdjęcia pochodzą ze strony internetowej Jerzego Zięby.

Nota redakcyjna: Naturazdrowie.com ma charakter wyłącznie edukacyjny i nie stanowi porady lekarskiej. Redakcja dokłada wszelkich starań, aby publikowane informacje były poprawne merytorycznie, jednakże każda decyzja dotycząca leczenia powinna być skonsultowana z lekarzem. Regulamin serwisu

Tematy

Reklama

Reklama